W końcu koniec kryzysu

Przełomowym i symbolicznym był dzień, kiedy na początku kwietnia Grecja wyemitowała pierwsze od czterech lat obligacje. Bo przecież jeszcze dwa lata temu był to zupełny bankrut. Nie dość, że nikt nie chciał im pieniędzy pożyczyć, to jeszcze całkiem sporo poważnych osób opowiadało się za wypchnięciem tego kraju ze strefy euro. A tu nie dość, że już nie bankrut, to jeszcze zdobywa zaufanie rynku finansowego. Grecja zdołała 3 miliardy euro pięcioletnich obligacji wyemitować z oprocentowaniem poniżej 5 proc., a kupić ich chciano sześć razy więcej niż rząd oferował. To bardzo dobry wynik. I naprawdę niskie oprocentowanie. Dla porównania – Polska musi płacić za emisję swojego długu poniżej 4 proc. Ten powrót na rynek można porównać do sytuacji pacjenta, który po raz pierwszy po długiej chorobie został odstawiony od kroplówki. Wciąż jest schorowany, przyjmuje medykamenty, ale chodzi już o własnych siłach. Czytaj dalej

Jak poprawić polską konkurencyjność

W przyszłym roku Polska ma szanse rosnąć w tempie 2.5 procent. To byłby znacznie lepszy wynik niż tegoroczne szacunki, byłoby to rówież potwierdzenie, że wychodzimy z kryzysu. Wynik ten nieco bladnie w porównaniu z oczekiwaną dynamiką wzrostu gospodarczego w Szwecji (2.8 proc.) czy Niemiec na poziomie 1.7 proc. Przykład Szwecji pokazuje, że można szybciej, a przykład Niemiec, że kraj doganiający może rosnąć w podobnym tempie co zamożny kraj, od którego jesteśmy coraz bardziej uzależnieni. Nie powinno to być jednak wielkim zaskoczeniem – Polsce bowiem trudno będzie uzyskać takie tempa wzrostu jak w przeszłości. Kurczą się bowiem proste rezerwy wzrostu, niedługo uda nam się dokończyć podstawową sieć komunikacyjną, a co za tym idzie, obniżyć koszty i zwiększyć podaż niektórych usług. Kolejna fala inwestycji w tym zakresie takiego znaczenia już mieć nie będzie. Czytaj dalej

Jak więcej płacić

Artykuł ukazał się w magazynie Forbes

Problem z tym wzrostem płac jest wyolbrzymiony. Dla firm, w których płace rosną szybciej niż wydajność, w dłuższej perspektywie nie ma przyszłości. Bo przez jakiś czas ten szybszy wzrost płac zjadać będzie zyski, aż do momentu, kiedy zyski przerodzą się w straty.

Jak rozumiem apel o podwyżki dotyczy tych, których na to stać i którzy w większym niż dotychczas stopniu powinni podzielić się z pracownikami tym, co się wspólnie uda wypracować. Brzmi dość przekonywająco. Zanim jednak sięgniemy do kieszeni pracodawców, musimy zrozumieć czy ta niechęć do płacenia wynika ze złej woli, czy też z czegoś więcej. Porównując więc udział wynagrodzeń w gospodarce pomiędzy Polską a Europą, powinniśmy sobie odpowiedzieć, z czego ta różnica wynika. Czytaj dalej

Nowy ład gospodarczy po wyborach w Niemczech

Po wyborach w Niemczech znów nastąpi przyspieszenie w najważniejszych dla Europy, ale również dla świata, kwestiach gospodarczych. Na szczęście po latach kryzysu Europa powoli wychodzi na prostą, co powinno sprzyjać podejmowaniu strategicznych decyzji. Europa musi przede wszystkim kontynuować działania, które z jednej strony zabezpieczą na przyszłość przed podobnymi turbulencjami jakie miały miejsce w przypadku Grecji, z drugiej skupią wysiłek na nowych inicjatywach prowzrostowych. Oba te zagadnienia leżą w głębokim interesie Europy i są zbieżne z naszymi polskim celami. Czytaj dalej

Dobrze będzie dopiero w 2015

To, że szorujemy po dnie, wiadomo już od pewnego czasu. Wierząc, że dno nie będzie muliste, nasuwa się na naturalne pytanie: czy od tego dna będziemy się w stanie odbić, czy też tak sobie poszorujemy przez najbliższe lata?  Wciąż zbyt wcześnie wieszczyć Wielkie Odbicie, bo aby się odbić potrzebna jest odpowiednia energia, której jak widać polskiej gospodarce – a przede wszystkim europejskiej gospodarce – brakuje.

Jedyne źródło optymizmu płynie ze Stanów Zjednoczonych. Tam mianowicie kolejny miesiąc solidnie przyrasta liczba nowych miejsc pracy – od kwietnia tego roku przyrosty te kształtują się na poziomie około 200 tys., co jest ewidentną oznaką dobrej koniunktury. Dane te silnie współgrają z deklaracjami szefa FED B. Bernanke, który zapowiedział powolne ograniczanie luzowania monetarnego pod warunkiem poprawy sytuacji na rynku pracy. Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy wywołały mocną reakcję rynkową w postaci wzrostu rentowności obligacji. I nie tylko w Stanach, ale również w Europie i Wielkiej Brytanii. Taka reakcja wydaje się co najmniej przedwczesna, trudno bowiem oczekiwać, że zaraz nastąpi porównywalna poprawa w Europie. Rynek uwierzył, że gospodarka rośnie, a FED spełni swe obietnice.  Ale w Europie na taki optymizm za wcześnie – wszelkie prognozy wskazują na to, że 2013 będzie wciąż rokiem recesji, a przyszły bardzo słabego wzrostu. Dodatkowo Europa wciąż jest w fazie restrukturyzacji, i to powolnej, nie należy więc oczekiwać, że sytuacja gospodarcza nagle się poprawi. Czytaj dalej

Czy Polska może stać się mniejszymi Niemcami Europy

W zaprezentowanym niedawno raporcie „Konkurencyjna Polska. Jak awansować w światowej lidze gospodarczej„ pod redakcją prof. Jerzego Hausnera pojawia się ostrzeżenie przed ryzykiem pułapki kraju średniego dochodu. W uproszczeniu jest to stan w którym kraj taki jak Polska  staje się za drogi aby konkurować z Chinami będąc wciąż zbyt mało konkurencyjnym aby konkurować z Niemcami. Polska zbliża się do tego stanu, który nie bez przyczyny nazywany jest pułapką – można w nim bowiem tkwić przez całe dekady. Dotychczasowy wzrost gospodarczy zawdzięczamy przedsiębiorczości, taniej sile roboczej  i efektowi doganiania poprzez import technologii. Jeśli uda nam się poprzez deregulacje gospodarki podtrzymać przedsiębiorczość Polaków, to z roku na rok i tak będziemy tracić dwie pozostałe cechy, zarówno kraju taniego, jak i opierającego swój rozwój na masowym imporcie technologii. W krajach rozwiniętych wzrost bierze się głównie ze wzrostu ogólnej produktywności czynników wytwórczych (TFP) co w praktyce oznacza innowacyjność i umiejętność jej zastosowania w praktyce.  Przejście z kraju, który dogania, na awangardę zmian łatwe nie jest, wymaga przede wszystkim zmiany sposobu myślenia o gospodarce przez rządzących. Czytaj dalej

Założenia makroekonomiczne powinny być konserwatywne

W tym roku czeka nas najgłębsze spowolnienie od 2001. Wtedy wzrost gospodarczy wyniósł 1.2 procent, w tym roku będzie zapewne w okolicach 1 procenta. To bardzo silne wyhamowanie, a ten mizerny wyrost będzie głównie podtrzymywał eksport netto. W większości sektorów gospodarki mamy do czynienia ze stagnacją, co wyraźnie obrazują tak zagregowane wskaźniki jak produkcja przemysłowa czy sprzedaż detaliczna balansujące w okolicach zera. Po stronie inwestycji mamy wciąż do czynienia z ujemną dynamiką inwestycji publicznych, co nie może dziwić w kontekście bazy z poprzedniego roku jak również obecnych problemów budżetowych, które przekładają się na znacznie niższe niż poprzednio wydatki infrastrukturalne. Z inwestycjami prywatnymi nie jest tak źle jak się powszechnie sądzi, nie są one jednak w stanie zrekompensować ubytku wydatków publicznych i dodatkowo dodatnio kontrybuować do wzrostu. Po stronie konsumpcji prywatnej zmagamy się już od paru dobrych miesięcy z dynamiką bliską zera. Czytaj dalej

Reformy w czasach oszczędności

W Europie coraz więcej słychać głosów wzywających do zaprzestania polityki oszczędności budżetowych. Zaczął szef KE Barosso sugerując, że w Europie osiągnęliśmy już limit wytrzymałości społeczeństw na politykę austerity. W podobnym tonie wypowiadał się ostatnio również nowy premier Włoch Enrico Letta. Pierwszym był oczywiście prezydent Francji Hollande, apelując w kampanii wyborczej o większy nacisk na wzrost w miejsce oszczędności. Jednak tę ostatnią falę dyskusji wywołało zakwestionowanie wyników prac Reinhard i Rogoff, które wskazywały na to, że dług powyżej 90 proc PKB hamuje wzrost gospodarczy. O ile rzeczywiście autorzy musieli przyznać się do pomyłki w obliczeniach, to tak naprawdę zależności pomiędzy poziomem zadłużenia a tempem wzrostu gospodarczego nie została podważona. Z resztą praca Reinhard i Rogoffa nie jest jedyną która te zależności opisuje. Co więcej, politycy nawołujący do zaprzestania dalszych oszczędności wskazują raczej na potrzebę osłon socjalnych, lub też rozłożenie tego procesu w czasie, a nie zupełnego zaprzestania redukcji długu. Pytanie tylko czy spowolnienie tempa wprowadzania oszczędności przyspieszy reformy strukturalne. Wątpię. Czytaj dalej