W końcu koniec kryzysu

Przełomowym i symbolicznym był dzień, kiedy na początku kwietnia Grecja wyemitowała pierwsze od czterech lat obligacje. Bo przecież jeszcze dwa lata temu był to zupełny bankrut. Nie dość, że nikt nie chciał im pieniędzy pożyczyć, to jeszcze całkiem sporo poważnych osób opowiadało się za wypchnięciem tego kraju ze strefy euro. A tu nie dość, że już nie bankrut, to jeszcze zdobywa zaufanie rynku finansowego. Grecja zdołała 3 miliardy euro pięcioletnich obligacji wyemitować z oprocentowaniem poniżej 5 proc., a kupić ich chciano sześć razy więcej niż rząd oferował. To bardzo dobry wynik. I naprawdę niskie oprocentowanie. Dla porównania – Polska musi płacić za emisję swojego długu poniżej 4 proc. Ten powrót na rynek można porównać do sytuacji pacjenta, który po raz pierwszy po długiej chorobie został odstawiony od kroplówki. Wciąż jest schorowany, przyjmuje medykamenty, ale chodzi już o własnych siłach. Czytaj dalej

Na Ukrainie potrzebna szybka dawka głębokich reform

Ukraina jest de facto bankrutem. Choć wysokość długu nie jest tak wysoka jak w większości krajów południowej Europy, to jego zapadalności (czyli terminy spłat) są bardzo krótkie. 20 proc. długu zapada w tym roku, rezerwy to mniej niż miesiąc eksportu, a deficyt budżetowy i na rachunku obrotów bieżących kształtują się odpowiednio na poziomie 7 i 8 proc. PKB.  Gospodarka ukraińska nie jest rynkowa – ponad 7,5 proc. PKB pochłaniają koszty subsydiów energetycznych. Mimo to punkt startu i tak jest lepszy niż w Polsce 25 lat temu, z tą różnicą, że na Ukrainie są silne grupy zainteresowane utrzymaniem status quo. Czytaj dalej

Europa dwóch prędkości coraz bliżej

Nie jestem zwolennikiem retoryki „odjeżdżającego pociągu”, „trzymania nogi w drzwiach” itp. Niemniej faktem jest, że coraz więcej działań na poziomie zarówno Parlamentu Europejskiego, jak i decydentów z krajów strefy euro wskazuje na to, że rosnąca liczba decyzji dotyczących przyszłości będzie zapadała w odrębnym gronie krajów strefy euro. Pojawiły się już propozycje powstania w Parlamencie Europejskim podkomisji dotyczących wyłącznie strefy euro, jak i stałego szefa eurogrupy. To tylko początek formalnego podziału, który i tak przecież istnieje.Większość bowiem decyzji gospodarczych zapada w gronie osiemnastu państw, potem są one komunikowane pozostałym członkom Unii. Nie wszystkie oczywiście, ale większość. Czytaj dalej

Cypr w restrukturyzacji

Całe podejście do rozwiązania problemu niewypłacalności Cypru to popis wyjątkowo nieprofesjonalnego zarządzania kryzysowego. Warto przypomnieć, że Cypr zwrócił się o pomoc dziewięć miesięcy temu, a tzw. trojka zebrała się 15 marca z zupełnie nieprzygotowaną strategią i w niespełna dwa dni zaproponowała rozwiązanie, które nie dość że zostało odrzucone przez parlament, to jeszcze doprowadziło do niepotrzebnej nerwowości na rynkach finansowych. A także zablokowania systemu bankowego na Cyprze aż do dziś. Co więcej wprowadziło niepewność w krajach objętych programem pomocy i obawę, że podobne metody mogą być w użyciu w ramach ratowania niewypłacalności państwa. Wygląda na to, że w końcu przyjęto rozwiązanie, które i tak jest dość radykalne, ale znacznie bliższe standardów niż pierwotny pomysł obłożenia z dnia na dzień podatkiem wszystkich depozytów ludności. Czytaj dalej

Cypryjski błąd

Cypr od dawna był kolejnym kandydatem do wparcia finansowego ze strony Komisji Europejskiej i Funduszu Walutowego. Nikt się jednak nie spodziewał, że pomoc  będzie powiązana z tak drastycznym rozwiązaniem jakim jest propozycja obłożeniem podatkiem oszczędności i to wysokości 6.75 proc do 100 tys euro i 9.9 proc powyżej tej kwoty. To  wyjątkowo drakoński  i niespotykany dotychczas w rozwiniętym świecie pomysł, ze względu na to, że kosztami kryzysu dotknięci mają być bezpośrednio obywatele. Konsekwencją opodatkowania oszczędności będzie przede wszystkim drastyczny spadek zaufania do banków jak o do samego oszczędzania, jak i zachęta do oszczędzania poza krajem. A dla najbardziej zamożnych obywateli sygnał jest niestety taki, że wszelkie poważniejsze oszczędności bezpieczniej jest trzymać w ….  Szwajcarii. Czytaj dalej

Jak najlepiej wydać europejskie pieniądze

Euforia po szczycie unijnym dawno już minęła, widać to było dość wyraźnie w niedawnej debacie sejmowej dot. paktu fiskalnego.  Zamiast paktu mowa była głównie o pieniądzach unijnych, dla jednych powód do dumy i optymizmu na przyszłość, dla innych stanowczo za mało jak na poziom naszego zapóźnienia w stosunku do bogatych krajów Zachodu Europy. Schodząc na ziemię, wynegocjowane kwoty są na tle tego co dostali inni naprawdę dużym sukcesem. Teraz ważne jest aby sam sukces negocjacyjny nie przesłonił znacznie ważniejszego wyzwania jakim jest sensowne wydanie tych pieniędzy. I aby przypadkiem nie uśpił polityków, którzy całkiem nieświadomie mogą utożsamiać wydatkowanie pieniędzy unijnych z jedyną sensowną strategią gospodarczą rządu. Bardzo łatwo ulec takiemu złudzeniu, szczególnie że dla przeciętnego Polaka mówienie o potrzebnych działaniach na rzecz wzrostu wydajności poprzez deregulacje zarówno rynku produktu  jak i produkcji, jest zupełnie niezrozumiałe. Dużo bardziej do wyobraźni trafia kwota 300 miliardów złotych, która między Bogiem a prawdą rzeczywiście robi wrażenie. Te 300 miliardów to nic innego jak ta słynna manna z nieba. Tak jak manna kończyła się po sześciu dniach tak też te pieniądze skończą się po siedmiu latach. Są bardzo potrzebne ze względu na nasze zapóźnienie infrastrukturalne, w drogach, a tym bardziej w kolei, nie wspominając o oczyszczalniach ścieków itp. Tyle że sensowne wydatkowanie tych pieniędzy powinno uwzględniać odpowiedź na pytanie jaki da nam to efekt nie tylko teraz ale przede wszystkim właśnie za siedem lat. Czytaj dalej

Co po szczycie

Już wiele powiedziano o polskim sukcesie na ostatnim szczycie unijnym, zaczynając od uzyskanych kwot a na taktyce negocjacyjnej kończąc. Po tej chwilowej euforii należałoby się szybko zastanowić jak sensownie przelać ten sukces negocjacyjny na realną gospodarkę. Chodzi zarówno o sensowność projektów inwestycyjnych jak również odpowiednie rozłożenie całego procesu w czasie.

Zacznę od tej drugiej kwestii, gdyż mało kto zwraca na nią uwagę. Wciąż wydajemy środki finansowe z poprzedniej perspektywy według zasady, że przez okres dwóch lat po jej zakończeniu można nadal korzystać z pieniędzy unijnych. Tyle, że brak budżetu na kolejne lata uniemożliwiał dotychczas przygotowanie kontraktów. Na szczęście budżet został uzgodniony, choć do pełnego szczęścia brakuje jeszcze zgody Parlamentu Europejskiego. Niemniej jednak, każdy kolejny miesiąc oznacza, że poważnie rośnie prawdopodobieństwo istotnego spowolnienia inwestycyjnego w 2014 roku, a przynajmniej w pierwszym półroczu. Aby tego uniknąć już  teraz należałoby rozpocząć przetargi na duże projekty infrastrukturalne pod przyszłą perspektywę budżetową. Dla niektórych zabrzmi to wręcz nieodpowiedzialnie – jak można kontraktować pod budżet który jeszcze formalnie przez parlament nie został przyjęty. Można, gdyż kolejny budżet będzie, albo w formie zbliżonej do ostatnio zatwierdzonego lub też w formie prowizorium budżetowego, gdyby doszło do mało prawdopodobnego scenariusza jakim byłoby odrzucenie projektu przed Parlament Europejski.  Nieodpowiedzialne byłoby na tym etapie kontraktowanie pod całość budżetu, ale skala rzędu 70 procent planowanych wydatków byłaby bezpieczna. Ważne aby o tym 2014 roku pamiętać po euforii związanej z wynegocjowaniem rekordowego budżetu dla Polski. Czytaj dalej

Euro wymusi konkurencyjność

W debacie o wejściu Polski do strefy euro przyszedł czas aby spojrzeć na proces przyjmowania wspólnej waluty w sposób bardziej obiektywny niż było to możliwe  w epicentrum kryzysu europejskiego. Jeszcze pól roku temu dominowało przekonanie, że zaraz nastąpi rozpad strefy euro i że nic gorszego niż wspólna waluta nie mogło się Europejczykom przydarzyć. Z kolei przed upadkiem Lehman Brothers było dużo euforii i optymizmu co do przyszłości i skuteczności mechanizmów strefy euro. Skrajne oceny nie sprzyjają rzeczowej dyskusji – teraz jest czas aby spojrzeć na to wyzwanie nieco bardziej na chłodno. Mamy za sobą doświadczenia kryzysu, które obnażyły słabości unii walutowej, ale też pokazały skuteczność instytucji jaką jest Europejski Bank Centralny.

Zacząć należy od argumentów ekonomicznych. Wspólna waluta ma swoje wady i zalety, stąd też niejednoznaczna ocena skutków jej przyjęcia. Przeciwnicy wskazują przede wszystkim na brak elastycznego kursu walutowego, który jest najprostszym i jednocześnie najskuteczniejszym mechanizmem dostosowania gospodarki. Zwracają uwagę na przykłady wielu krajów, w tym w szczególności ostatnio krajów Południa Europy, w których brak konkurencyjności był spowodowany m.in. brakiem możliwości szybkiego dostosowania po stronie kursu. Czytaj dalej