W interesie mniejszości

Do otwartych funduszy emerytalnych przystąpiło prawie 2.6 miliona osób. To bardzo dużo zważywszy na brak informacji, krótki czas na wybór, okres wakacyjny, a w szczególności wymóg złożenia deklaracji o członkostwie. Wszyscy którzy się wahali, byli na wakacjach, przeoczyli termin – zostali automatycznie zapisani do ZUS-u. Tym większy jest to więc sukces kapitałowego systemu emerytalnego, wolnego rynku, inicjatywy prywatnej – czyli kapitalizmu jako takiego, że aż tylu Polaków podjęło decyzję o podziale składki. Czytaj dalej

Brakujący filar kapitałowy

Po 31 lipca okaże się, że tylko garstka Polaków zdecydowała się przekazywać nadal część swej składki do OFE. Nie jest to duże zaskoczenie, gdyby Polaków poproszono o składanie deklaracji o wystąpieniu z OFE, prawdopodobnie równie mało byłoby chętnych. Efektem jednak będzie to, że docelowo główną podstawą systemu emerytalnego będzie system państwowy z bardzo małą rolą rynku kapitałowego. Co więcej, przejęcie części obligacyjnej z OFE zwiększać będzie presję na proporcjonalny wzrost deficytu, a w efekcie zmniejszenie krajowych oszczędności.  Tak więc poważnym wyzwaniem już w najbliższym czasie będzie utworzenie na nowo kapitałowej części systemu emerytalnego. Dobrowolnej, ale powszechnej. Czytaj dalej

OFE z wiszącym wyrokiem Trybunału

Przy tak daleko idących wątpliwościach, jakie zgłosiła do ustawy Kancelaria Prezydenta, jedynym sensownym rozwiązaniem powinno być skierowanie tej ustawy do Trybunału Konstytucyjnego przed jej podpisaniem. Zakwestionowano przecież fundamenty zmian w OFE, czyli sam fakt przenoszenia a następnie umarzania obligacji znajdujących się obecnie w portfelach OFE. Zakwestionowano wymóg inwestowania minimum 75 proc. aktywów w akcje, zakwestionowano zakaz inwestowania w obligacje Skarbu Państwa, zakwestionowano zakaz reklamy funduszy emerytalnych i wreszcie zadano pytanie o własność zgromadzonych na kontach środków. Czytaj dalej

Likwidacja OFE albo śmierć

Jak nie zostaną przejęte nasze oszczędności zgromadzone w otwartych funduszach emerytalnych, to grożą nam podwyżki podatków (VAT-u nawet do 27 proc.) i zupełna zapaść gospodarcza. Czyli albo zmiany OFE albo skok w przepaść. Tak stawiając przed Polakami wybór, zapewne liczy się na to, że nikt nie będzie chciał w przepaść skakać. A przejęcie aktywów OFE i tak nikogo nie dotknie, przeksięgowane zostaną po prostu nasze oszczędności na zobowiązania ZUS, ale świat się przecież od tego nie zawali. Co więcej, pieniądze te posłużą wspieraniu wzrostu gospodarczego poprzez współfinansowanie projektów z środków unijnych. Wybór jest prosty, albo eldorado, albo skok w przepaść. Trzeba być zupełnym szaleńcem, żeby się sprzeciwiać zmianom w OFE, nieprawdaż? Czytaj dalej

Ustawa do poprawki

Nie będę już odnosił się do fundamentalnych zastrzeżeń co do zmian w systemie emerytalnym. Wszystko już chyba zostało powiedziane, teraz to już konstytucjonaliści muszą wypowiedzieć się, na ile  propozycja przeniesienia aktywów z OFE do ZUS jest zgodna z ustawą zasadniczą. Tym razem skupię się na kliku zagadnieniach szczegółowych, które będą mieć zasadniczy wpływ na bezpieczeństwo systemu jak i na postrzeganie całej przeprowadzanej zmiany przez obywateli. Czytaj dalej

Poprawka do projektu ustawy o zmianach w OFE

Wiceminister finansów Wojciech Kowalczyk poinformował o planowanej poprawce do projektu ustawy o zmianach w OFE. Zgodnie z nową zapowiedzią, zapis, że OFE będą musiały inwestować w akcje nie mniej niż 75 proc. swoich aktywów, ma być rozwiązaniem tymczasowym – limit ten ma zostać zniesiony po dwóch latach. To dobra wiadomość – trudno byłoby znaleźć inne niż ideologiczne uzasadnienie dla wprowadzenia takiego rozwiązania na stałe. W szczególności, że OFE nie mogłyby inwestować w obligacje skarbowe zarówno w Polsce, jak i zagranicą.

Zauważmy, że wymóg ten dotyczyłby zarówno tych, którzy zdecydują się nadal część składki wpłacać do OFE, jak i tych, którzy znajdą się z całą swą składką w ZUS-ie. Ci drudzy bowiem wciąż mają część swych oszczędności emerytalnych (wcześniej zgromadzonych) nadal w OFE. Tyle że teraz OFE nie będą mogły reagować na zmiany koniunktury na rynku, zmniejszając udziały w akcjach w okresie bessy i kupując bezpieczniejsze obligacje rządowe. Tak się dzieje na całym świecie i nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, aby z funduszy emerytalnych robić agresywne hedge fundy i to jeszcze ustawowo! Zakaz inwestycji w obligacje skarbowe jest kuriozalny. Albo chodziło o zupełne skompromitowanie funduszy w przyszłości, albo też trzymanie się na siłę ideologii, że inwestowanie w obligacje rządowe jest złe. Dopóki tego typu retoryka była używana na potrzeby dyskusji, można było do tego jeszcze podejść z przymrużeniem oka. Tyle że wprowadzanie takich zapisów do ustawy jest niebezpieczne dla przyszłych emerytów i wręcz nieodpowiedzialne. Ktoś może powiedzieć, że należy rozpatrywać cały system, czyli ZUS i OFE, razem, a nie osobno, ale w takim przypadku nie powinno się dawać możliwości wyboru. Jeśli daje się wybór, to należałoby zadbać o bezpieczeństwo każdego z filarów z osobna.

Same znaki zapytania

Do najnowszej propozycji zmian w systemie emerytalnym pojawia się więcej pytań niż przy publikacji słynnych trzech wariantów. Jak właściwie ma wyglądać umarzanie obligacji na gruncie polskiego prawa? Czy w ogóle możliwe jest przeniesienie prywatnych aktywów instytucji finansowych do ZUS? Dlaczego na wybór pomiędzy ZUS i OFE będziemy mieć tylko trzy miesiące i skąd pomysł, aby przy braku decyzji lądować w ZUS? I wreszcie kto wpadł na pomysł, aby z funduszy emerytalnych zrobić fundusze podwyższonego ryzyka, które nie mogą kupować obligacji (szczególnie w okresie dekoniunktury)? Zwłaszcza, że zakaz – jak rozumiem – miałby dotyczyć wyłącznie polskich instrumentów skarbowych, a nie hiszpańskich, włoskich, greckich czy niemieckich. Tyle że kupując tamte, trzeba dorzucić ryzyko kursowe, co znacznie zwiększa ich niepewność. I kolejne pytanie, czy z OFE zostaną wreszcie zdjęte wszelkie obostrzenia inwestycyjne, które były jedną z przyczyn ich niskiej konkurencyjności? Czytaj dalej

Uwłaszczmy ubezpieczonych na składkach

Jak nie my to oni. To jeden z argumentów za przejęciem aktywów OFE przez ZUS. Kwota 280 miliardów złotych zarówno dziś, jak i w przyszłości na niejednym polityku będzie robiła wrażenie. Co bardziej gorliwi grożą nawet podwyższeniem VAT-u, jeśli państwo tych pieniędzy nie przejmie. To trochę jak gorączka złota, jak się raz te góry złota zobaczy, to już oczu oderwać nie można.

Z badań opinii publicznej wynika jednak, że ponad połowa Polaków uważa, że składki wpłacane do otwartych funduszy emerytalnych to ich własność. De facto podobne zdanie ma też Eurostat, zaliczając kapitałową część systemu w Polsce do sektora prywatnego. Co więcej, w niektórych firmach prywatnych posiadanie oszczędności w OFE i jednoczesna współpraca z akcjonariuszem funduszu są postrzegane jako konflikt interesów. Z drugiej strony, Sąd Najwyższy nie podziela tej opinii, uznając że składki są daniną publiczną i jako taka nie mogą być zaliczane do środków prywatnych. Jak widać kwestia ta jest dalece niejednoznaczna. A tak długo, jak z punktu widzenia polskiego prawa składki przekazywane przez Polaków do funduszy emerytalnych nie będą ich własnością, politycy zawsze będą mieli zakusy aby oszczędności te przejąć i wydać na bieżące potrzeby. Czytaj dalej

Jak obniżyć dług publiczny

W ramach dyskusji o kapitałowym systemie emerytalnym pojawia się argument, że przejmując aktywa OFE, Skarb Państwa – a tym samym całe społeczeństwo – zyskuje, gdyż obniża w ten sposób poziom długu. I przede wszystkim koszty obsługi z nim związane. Innymi słowy im niższy kasowy dług dzisiaj, tym niższe koszty jego obsługi i tym lepiej dla całego społeczeństwa. A jak wiadomo, długiem ukrytym (czyli zobowiązaniami wobec przyszłych pokoleń) rynki finansowe się nie przejmują, gdyż ważne są realne przepływy, a nie przyszłe zobowiązania. Czytaj dalej

Dobrze będzie dopiero w 2015

To, że szorujemy po dnie, wiadomo już od pewnego czasu. Wierząc, że dno nie będzie muliste, nasuwa się na naturalne pytanie: czy od tego dna będziemy się w stanie odbić, czy też tak sobie poszorujemy przez najbliższe lata?  Wciąż zbyt wcześnie wieszczyć Wielkie Odbicie, bo aby się odbić potrzebna jest odpowiednia energia, której jak widać polskiej gospodarce – a przede wszystkim europejskiej gospodarce – brakuje.

Jedyne źródło optymizmu płynie ze Stanów Zjednoczonych. Tam mianowicie kolejny miesiąc solidnie przyrasta liczba nowych miejsc pracy – od kwietnia tego roku przyrosty te kształtują się na poziomie około 200 tys., co jest ewidentną oznaką dobrej koniunktury. Dane te silnie współgrają z deklaracjami szefa FED B. Bernanke, który zapowiedział powolne ograniczanie luzowania monetarnego pod warunkiem poprawy sytuacji na rynku pracy. Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy wywołały mocną reakcję rynkową w postaci wzrostu rentowności obligacji. I nie tylko w Stanach, ale również w Europie i Wielkiej Brytanii. Taka reakcja wydaje się co najmniej przedwczesna, trudno bowiem oczekiwać, że zaraz nastąpi porównywalna poprawa w Europie. Rynek uwierzył, że gospodarka rośnie, a FED spełni swe obietnice.  Ale w Europie na taki optymizm za wcześnie – wszelkie prognozy wskazują na to, że 2013 będzie wciąż rokiem recesji, a przyszły bardzo słabego wzrostu. Dodatkowo Europa wciąż jest w fazie restrukturyzacji, i to powolnej, nie należy więc oczekiwać, że sytuacja gospodarcza nagle się poprawi. Czytaj dalej