W końcu koniec kryzysu

Przełomowym i symbolicznym był dzień, kiedy na początku kwietnia Grecja wyemitowała pierwsze od czterech lat obligacje. Bo przecież jeszcze dwa lata temu był to zupełny bankrut. Nie dość, że nikt nie chciał im pieniędzy pożyczyć, to jeszcze całkiem sporo poważnych osób opowiadało się za wypchnięciem tego kraju ze strefy euro. A tu nie dość, że już nie bankrut, to jeszcze zdobywa zaufanie rynku finansowego. Grecja zdołała 3 miliardy euro pięcioletnich obligacji wyemitować z oprocentowaniem poniżej 5 proc., a kupić ich chciano sześć razy więcej niż rząd oferował. To bardzo dobry wynik. I naprawdę niskie oprocentowanie. Dla porównania – Polska musi płacić za emisję swojego długu poniżej 4 proc. Ten powrót na rynek można porównać do sytuacji pacjenta, który po raz pierwszy po długiej chorobie został odstawiony od kroplówki. Wciąż jest schorowany, przyjmuje medykamenty, ale chodzi już o własnych siłach. Czytaj dalej

Jak upada miasto

Polska 1981, Grecja 2012, Detroit 2013. Na pierwszy rzut oka trudno zapewne skojarzyć, co łączy te miejsca i daty. W rzeczy samej są to daty upadku: Polski w roku 1981, Grecji w roku 2012 i amerykańskiego miasta Detroit dzisiaj. Różnica pomiędzy tymi wydarzeniami jest taka, że w 1981 nikt głośno w Polsce nie ogłosił faktu naszej niewypłacalności i zaprzestania spłaty i obsługi długu. Grecja, która w końcu zdecydowała się na redukcję swych zobowiązań w 2012 roku, w oficjalnej wersji była krajem, który uniknął bankructwa. Tyle że w rzeczywistości przeprowadzenie restrukturyzacji długu nie jest niczym innym, jak tylko upadłością kraju. Detroit od pewnego czasu próbowało dogadać się z wierzycielami, okazało się jednak, że wniosek o formalną upadłość jest najskuteczniejszym rozwiązaniem, gdyż tylko w ten sposób miasto może się na nowo najszybciej odrodzić. Teraz fundusze emerytalne miejskich pracowników, które zainwestowały w obligacje miasta, za każde 100 dolarów mogą oczekiwać 10. To chyba najlepiej uzmysławia skalę problemu. Czytaj dalej

O różnych koncepcjach wypłat emerytur

Krótka musi być pamięć społeczna jeśli prawdą jest, że przeciętnemu Kowalskiemu wydaje się, że przez ostatnie trzynaście lat nie było dyskusji o wypłatach emerytur z II filaru. Można wręcz odnieść wrażenie jakby dyskusja o tym jak i jakie wypłacać emerytury w ramach filara kapitałowego wybuchła dopiero wtedy gdy OFE przedstawiły kilka miesięcy temu swą kontrowersyjną propozycję. To nieprawda, obecna koalicja nie przespała ostatnich pięciu lat przerzucając ten gorący kartofel. W 2008 roku bowiem – czyli niespełna rok po wygranych wyborach – rząd premiera Tuska przeprowadził przez parlament dwie zasadnicze ustawy regulujące zarówno co się wypłaca i jak się wypłaca. Były to ustawa o emeryturach kapitałowych (przyjęta przez Sejm 21 listopada 2008) i ustawa o funduszach dożywotnich emerytur kapitałowych (uchwalona 19 listopada 2008). Ta pierwsza ustawa nadal obowiązuje, drugą zawetował prezydent Kaczyński 13 stycznia 2009 roku, a koalicji rządzącej nie udało się tego weta odrzucić.

Przy okazji uchwalania tych ustaw przetoczyła się przez Polskę debata o tym czy tablice życia powinny być równe dla obu płci – bo jak wiadomo kobiety żyją dłużej i przyjęcie oddzielnych tablic dawałoby im niższą miesięczną emeryturę. Przetoczyła się też dyskusja o tym jakie rodzaje świadczeń dożywotnich powinno się wypłacać, czy ma być ich wiele rodzajów, aby było czym konkurować; czy też mało, aby można było łatwo porównać. Ostatecznie przyjęto rozwiązania bardziej pasujące do systemu powszechnego, czyli wspólne tablice dla obu płci i ograniczoną gamę świadczonych produktów emerytalnych. Rozwiązanie redystrybucyjne i akceptowalne społecznie dotyczące równych tablic życia dla obu płci zrodziło potrzebę opracowania mechanizmu wyrównawczego, który wpisano do ustawy.

Równolegle, aby cały system zadział, niezbędne było określenie kto te emerytur będzie wypłacał. Przypomnieć należy, że już 1999 roku został przygotowany projekt ustawy o zakładach emerytalnych, który przewidywał tworzenie osobnych osób prawnych do wypłaty emerytur kapitałowych. Nigdy nie rozpatrywano wariantu, że to PTE (powszechne towarzystwa emerytalne) miałyby je wypłacać. Ustawa z 2008 opierała się na podobnej koncepcji, tyle że tworzona była w zupełnie innych warunkach rynkowych i gospodarczych niż te z roku 1999, stąd znaczna różnica w szczegółach technicznych obu tych ustaw. Ustawa z 2008 roku przewidywała, że świadczenia dożywotnie będą wypłacane przez nowopowstałe osoby prawne, które będą ze sobą konkurowały. Zakładała również, że „Skarb Państwa reprezentowany przez ministra właściwego do spraw Skarbu Państw może utworzyć fundusz i zakład …” czyli, że fundusz państwowy konkurowałby z funduszami prywatnymi. W sumie zaproponowano wtedy całkiem sensowne rozwiązanie. Ustawa miała wejść w życie 1 stycznia 2013 roku.

Trzeba przyznać, że ustawodawca wtedy zdał egzamin z powierzonych mu zadań. Oba akty prawne przyjęte zostały z 2008 roku, na cztery lata przed wejściem w życie przepisów, czyli z odpowiednim vacatio legis. Co więcej proponowały rozwiązanie kompromisowe, rynkowe z istotnym elementem redystrybucyjnym i z furtką dającą możliwość udziału państwa również w wypłacie emerytur kapitałowych. Tyle, że nadszedł kryzys i zachwiał wiarę w rynek, co było też głównym argumentem weta prezydenta Kaczyńskiego. Ale już rok później zbankrutowała Grecja i zmuszona do oszczędności musiała ciąć swe państwowe zobowiązania emerytalne, które były po prostu na wyrost. Świat znów sobie przypominał, że to nie tylko rynek może być przyczyną kryzysów.

Obecnie trwa tzw. przegląd emerytalny. Od odpowiedzialnego zań Ministra Pracy należałoby oczekiwać odniesienia się do rozwiązań które rząd przedłożył w 2008 roku. Ta część raportu powinna się zacząć od rzetelnej analizy zarówno obowiązującej ustawy jak i tej zawetowanej. I wytłumaczenia jakie to nowe informacje, doświadczenia, opinie spowodowały, że w ostatnich latach nie została ona ponownie zgłoszona. Jestem przekonany, że zapisy ustaw z 2008 można by dziś jeszcze bardziej usprawnić, wprowadzić jeszcze więcej rozwiązań rynkowych ograniczających koszty funkcjonowania systemu. Choćby sam pomysł powoływania nowych podmiotów, które dziś mogłyby śmiało być zastąpione obecnie funkcjonującymi na rynku firmami, dzięki czemu cała operacja byłyby znacznie tańsza. Lepsze byłoby poprawianie tej ustawy niż odkrywania na nowo Ameryki. Trudno bowiem oczekiwać aby system konkurencyjny mógł być gorszy od monopolu.

Brak alternatywy wobec paktu

Debaty w Sejmie rzadko kiedy dotyczą meritum spraw. I tak dziw bierze, że nie padły wczoraj hasła typu Targowica, czy Jałta. Obawiam się, że po takiej debacie jak ta sejmowa opinia publiczna zamiast dowiedzieć się czegoś o dylematach związanych ze sposobami jakimi Europa chce zabezpieczyć się przed kolejnym kryzysem jest jeszcze bardziej zdezorientowana. A szkoda, bo świadoma presja społeczna na odpowiedzialną politykę fiskalną jest tym co wyróżnia odpowiedzialne kraje od mniej odpowiedzialnych.  Taka presja ma miejsce w Niemczech, czy np. w krajach Skandynawskich, a nie było jej niestety w większości krajów Południa. Polska wyciągnąwszy wnioski z nieodpowiedzialnej polityki Gierka, która doprowadziła nas do bankructwa w 1981 roku, wpisała w 1997 r. do konstytucji limit długu, zmniejszając tym samym ryzyko kryzysu w stylu greckim. Ale sam ten zapis konstytucyjny  nie ogranicza wielu innych ryzyk, które właśnie adresuje pakt fiskalny. Czytaj dalej