Brakujący filar kapitałowy

Po 31 lipca okaże się, że tylko garstka Polaków zdecydowała się przekazywać nadal część swej składki do OFE. Nie jest to duże zaskoczenie, gdyby Polaków poproszono o składanie deklaracji o wystąpieniu z OFE, prawdopodobnie równie mało byłoby chętnych. Efektem jednak będzie to, że docelowo główną podstawą systemu emerytalnego będzie system państwowy z bardzo małą rolą rynku kapitałowego. Co więcej, przejęcie części obligacyjnej z OFE zwiększać będzie presję na proporcjonalny wzrost deficytu, a w efekcie zmniejszenie krajowych oszczędności.  Tak więc poważnym wyzwaniem już w najbliższym czasie będzie utworzenie na nowo kapitałowej części systemu emerytalnego. Dobrowolnej, ale powszechnej. Czytaj dalej

Rząd, który staje się zakładnikiem związków zawodowych zawsze przegrywa

Rząd, który staje się zakładnikiem związków zawodowych zawsze przegrywa – rozmowa z Ryszardem Petru

Związki zawodowe, obecne głównie w dużych zakładach państwowych nie uwzględniają polskiej rzeczywistości, a rzeczywistość jest dość brutalna i smutna. Jesteśmy biednym państwem i jeśli obywatelom bardziej przykręci się śrubę, efekt może być taki jak w Hiszpanii – brak pracy.”

Z Ryszardem Petru, ekonomistą i przewodniczącym Towarzystwa Ekonomistów Polskich, rozmawiamy o planowanych zmianach w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Martyna Niedośpiał: Chciałam zacząć od tego jak według Pana rynek zareaguje na obciążenie pracodawców większym oskładkowaniem?

Ryszard Petru: Nie wiem, w jakiej formie rząd ostatecznie przyjmie tę ustawę. Obawiam się, że może skończyć się to pogłębieniem szarej strefy. Co do zasady jednak, gdyby chodziło tylko o oskładkowanie do minimum pensji krajowej, to uważam, że tego typu rozwiązanie łączy ogień z wodą, dlatego że daje gwarancję pracownikowi minimalnej składki i nie jest zbyt inwazyjne gospodarczo. Tylko, że musimy mieć świadomość, że bardzo wiele firm, kierując się kryterium najniższej ceny wygrało przetargi (zwykle państwowe) oferując właśnie najniższą cenę. I teraz, w przypadku podwyższenia składek, te firmy będą musiały znaleźć nowe osoby, które zgodzą wykonać się tę samą pracę za nominalnie niższe wynagrodzenie i zwolnić poprzednio zatrudnionych. Ważną częścią problemu z umowami na czas określony jest sposób, w jaki państwo dokonuje przetargów publicznych. Czytaj dalej

Same znaki zapytania

Do najnowszej propozycji zmian w systemie emerytalnym pojawia się więcej pytań niż przy publikacji słynnych trzech wariantów. Jak właściwie ma wyglądać umarzanie obligacji na gruncie polskiego prawa? Czy w ogóle możliwe jest przeniesienie prywatnych aktywów instytucji finansowych do ZUS? Dlaczego na wybór pomiędzy ZUS i OFE będziemy mieć tylko trzy miesiące i skąd pomysł, aby przy braku decyzji lądować w ZUS? I wreszcie kto wpadł na pomysł, aby z funduszy emerytalnych zrobić fundusze podwyższonego ryzyka, które nie mogą kupować obligacji (szczególnie w okresie dekoniunktury)? Zwłaszcza, że zakaz – jak rozumiem – miałby dotyczyć wyłącznie polskich instrumentów skarbowych, a nie hiszpańskich, włoskich, greckich czy niemieckich. Tyle że kupując tamte, trzeba dorzucić ryzyko kursowe, co znacznie zwiększa ich niepewność. I kolejne pytanie, czy z OFE zostaną wreszcie zdjęte wszelkie obostrzenia inwestycyjne, które były jedną z przyczyn ich niskiej konkurencyjności? Czytaj dalej

Uwłaszczmy ubezpieczonych na składkach

Jak nie my to oni. To jeden z argumentów za przejęciem aktywów OFE przez ZUS. Kwota 280 miliardów złotych zarówno dziś, jak i w przyszłości na niejednym polityku będzie robiła wrażenie. Co bardziej gorliwi grożą nawet podwyższeniem VAT-u, jeśli państwo tych pieniędzy nie przejmie. To trochę jak gorączka złota, jak się raz te góry złota zobaczy, to już oczu oderwać nie można.

Z badań opinii publicznej wynika jednak, że ponad połowa Polaków uważa, że składki wpłacane do otwartych funduszy emerytalnych to ich własność. De facto podobne zdanie ma też Eurostat, zaliczając kapitałową część systemu w Polsce do sektora prywatnego. Co więcej, w niektórych firmach prywatnych posiadanie oszczędności w OFE i jednoczesna współpraca z akcjonariuszem funduszu są postrzegane jako konflikt interesów. Z drugiej strony, Sąd Najwyższy nie podziela tej opinii, uznając że składki są daniną publiczną i jako taka nie mogą być zaliczane do środków prywatnych. Jak widać kwestia ta jest dalece niejednoznaczna. A tak długo, jak z punktu widzenia polskiego prawa składki przekazywane przez Polaków do funduszy emerytalnych nie będą ich własnością, politycy zawsze będą mieli zakusy aby oszczędności te przejąć i wydać na bieżące potrzeby. Czytaj dalej

Jak obniżyć dług publiczny

W ramach dyskusji o kapitałowym systemie emerytalnym pojawia się argument, że przejmując aktywa OFE, Skarb Państwa – a tym samym całe społeczeństwo – zyskuje, gdyż obniża w ten sposób poziom długu. I przede wszystkim koszty obsługi z nim związane. Innymi słowy im niższy kasowy dług dzisiaj, tym niższe koszty jego obsługi i tym lepiej dla całego społeczeństwa. A jak wiadomo, długiem ukrytym (czyli zobowiązaniami wobec przyszłych pokoleń) rynki finansowe się nie przejmują, gdyż ważne są realne przepływy, a nie przyszłe zobowiązania. Czytaj dalej

Dobrowolnosc musi byc prawdziwa

GOŚĆ RADIA PIN
3.07.2013
Ryszard Petru

Agnieszka Witkowicz: Gościem radia PIN jest dzisiaj prezes Towarzystwa Ekonomistów Polskich, Ryszard Petru. Dzień dobry.

Ryszard Petru. Dzień dobry.

AW: „ZUS zawsze jest, był i będzie. W ciągu ostatnich 23 lat wypłacał emerytury we wszystkich, nawet najtrudniejszych, okolicznościach” – tak mówił premier Donald Tusk. I grozi palcem ekonomistom, którzy próbują społeczeństwo od ZUSu odstraszyć: „Źle by się stało, gdyby udało się wmówić Polakom, że ZUS jest instytucją niegodną zaufania”. A ja bym chciała pomówić o faktach. Jakie mamy podstawy, żeby ZUSowi ufać?

RP: ZUS rzeczywiście zbiera pieniądze i wypłaca. On jest taką maszynką, która te pieniądze zbiera i ma je wypłacać w oddziałach ZUSu, poprzez różnego rodzaju wpływy na konto. Porównywanie ZUSu z OFE jest niewłaściwe, bo cała idea nowego systemu emerytalnego polegała na tym, że mamy dwa różne koszyki. W ZUSie się nie inwestuje, tylko wydaje pieniądze na bieżąco. W OFE natomiast odkładamy swoje oszczędności i one są realnie inwestowane i mają realną stopę zwrotu. Problem ZUSu to nie jest problem ZUSu, tylko problem sposobu, w jaki politycy przyszłości będą wypłacać emerytury. Czytaj dalej

O różnych koncepcjach wypłat emerytur

Krótka musi być pamięć społeczna jeśli prawdą jest, że przeciętnemu Kowalskiemu wydaje się, że przez ostatnie trzynaście lat nie było dyskusji o wypłatach emerytur z II filaru. Można wręcz odnieść wrażenie jakby dyskusja o tym jak i jakie wypłacać emerytury w ramach filara kapitałowego wybuchła dopiero wtedy gdy OFE przedstawiły kilka miesięcy temu swą kontrowersyjną propozycję. To nieprawda, obecna koalicja nie przespała ostatnich pięciu lat przerzucając ten gorący kartofel. W 2008 roku bowiem – czyli niespełna rok po wygranych wyborach – rząd premiera Tuska przeprowadził przez parlament dwie zasadnicze ustawy regulujące zarówno co się wypłaca i jak się wypłaca. Były to ustawa o emeryturach kapitałowych (przyjęta przez Sejm 21 listopada 2008) i ustawa o funduszach dożywotnich emerytur kapitałowych (uchwalona 19 listopada 2008). Ta pierwsza ustawa nadal obowiązuje, drugą zawetował prezydent Kaczyński 13 stycznia 2009 roku, a koalicji rządzącej nie udało się tego weta odrzucić.

Przy okazji uchwalania tych ustaw przetoczyła się przez Polskę debata o tym czy tablice życia powinny być równe dla obu płci – bo jak wiadomo kobiety żyją dłużej i przyjęcie oddzielnych tablic dawałoby im niższą miesięczną emeryturę. Przetoczyła się też dyskusja o tym jakie rodzaje świadczeń dożywotnich powinno się wypłacać, czy ma być ich wiele rodzajów, aby było czym konkurować; czy też mało, aby można było łatwo porównać. Ostatecznie przyjęto rozwiązania bardziej pasujące do systemu powszechnego, czyli wspólne tablice dla obu płci i ograniczoną gamę świadczonych produktów emerytalnych. Rozwiązanie redystrybucyjne i akceptowalne społecznie dotyczące równych tablic życia dla obu płci zrodziło potrzebę opracowania mechanizmu wyrównawczego, który wpisano do ustawy.

Równolegle, aby cały system zadział, niezbędne było określenie kto te emerytur będzie wypłacał. Przypomnieć należy, że już 1999 roku został przygotowany projekt ustawy o zakładach emerytalnych, który przewidywał tworzenie osobnych osób prawnych do wypłaty emerytur kapitałowych. Nigdy nie rozpatrywano wariantu, że to PTE (powszechne towarzystwa emerytalne) miałyby je wypłacać. Ustawa z 2008 opierała się na podobnej koncepcji, tyle że tworzona była w zupełnie innych warunkach rynkowych i gospodarczych niż te z roku 1999, stąd znaczna różnica w szczegółach technicznych obu tych ustaw. Ustawa z 2008 roku przewidywała, że świadczenia dożywotnie będą wypłacane przez nowopowstałe osoby prawne, które będą ze sobą konkurowały. Zakładała również, że „Skarb Państwa reprezentowany przez ministra właściwego do spraw Skarbu Państw może utworzyć fundusz i zakład …” czyli, że fundusz państwowy konkurowałby z funduszami prywatnymi. W sumie zaproponowano wtedy całkiem sensowne rozwiązanie. Ustawa miała wejść w życie 1 stycznia 2013 roku.

Trzeba przyznać, że ustawodawca wtedy zdał egzamin z powierzonych mu zadań. Oba akty prawne przyjęte zostały z 2008 roku, na cztery lata przed wejściem w życie przepisów, czyli z odpowiednim vacatio legis. Co więcej proponowały rozwiązanie kompromisowe, rynkowe z istotnym elementem redystrybucyjnym i z furtką dającą możliwość udziału państwa również w wypłacie emerytur kapitałowych. Tyle, że nadszedł kryzys i zachwiał wiarę w rynek, co było też głównym argumentem weta prezydenta Kaczyńskiego. Ale już rok później zbankrutowała Grecja i zmuszona do oszczędności musiała ciąć swe państwowe zobowiązania emerytalne, które były po prostu na wyrost. Świat znów sobie przypominał, że to nie tylko rynek może być przyczyną kryzysów.

Obecnie trwa tzw. przegląd emerytalny. Od odpowiedzialnego zań Ministra Pracy należałoby oczekiwać odniesienia się do rozwiązań które rząd przedłożył w 2008 roku. Ta część raportu powinna się zacząć od rzetelnej analizy zarówno obowiązującej ustawy jak i tej zawetowanej. I wytłumaczenia jakie to nowe informacje, doświadczenia, opinie spowodowały, że w ostatnich latach nie została ona ponownie zgłoszona. Jestem przekonany, że zapisy ustaw z 2008 można by dziś jeszcze bardziej usprawnić, wprowadzić jeszcze więcej rozwiązań rynkowych ograniczających koszty funkcjonowania systemu. Choćby sam pomysł powoływania nowych podmiotów, które dziś mogłyby śmiało być zastąpione obecnie funkcjonującymi na rynku firmami, dzięki czemu cała operacja byłyby znacznie tańsza. Lepsze byłoby poprawianie tej ustawy niż odkrywania na nowo Ameryki. Trudno bowiem oczekiwać aby system konkurencyjny mógł być gorszy od monopolu.

Przydałby się powrót do zapału z lat 90-ych

Za niespełna rok minie 25 lat od przełomowych wyborów z 4 czerwca, które de facto zakończyły komunizm w Polsce. Zagranicą wiele dobrego mówi się o naszym modelu transformacji, u nas zwracamy częściej uwagę na niedociągnięcia. Że nie udało nam się do dzisiaj wprowadzić sensownego systemu ochrony zdrowia, że wciąż część gospodarki funkcjonuje w skansenie jaki tworzy KRUS, że dopiero od kliku lat udaje nam się nadrabiać zaległości w budowie podstawowej infrastruktury, a że wciąż zbyt dużo zależy od państwa i zbyt mało wciąż jest prywatnego kapitału. Nie chciałbym tu wymieniać całej litanii, bo nie chodzi o narzekactwo ale o przypomnienie o tym, że wciąż niedokończona została transformacja i o tym że przydałoby się chociaż część tego zapału z lat 90-ych.

Przy tak wielkiej zmianie jaką było przejście z gospodarki centralnie planowanej do rynkowej musiały się zdarzyć błędy. Z perspektywy czasu widać, że zbyt łatwo było przejść na wcześniejszą emeryturę czy otrzymać rentę inwalidzką. Stąd też olbrzymi przyrost liczy emerytur i rencistów na samym początku lat 90-ych i znaczny przyrost składki na ZUS do 45 proc, a w konsekwencji wzrost bezrobocia. Drugim błędem było wstrzymanie prywatyzacji, lub jej niekonsekwentna realizacja. Po pierwszym entuzjazmie zespołu Janusza Lewandowskiego prywatyzacja za rządów SLD bardzo zwolniła, dostała przyspieszenia za rządów UW-AWS, po czym znów za kolejnych rządów SLD zwolniła. Nie wspominając rządów PiS, które zupełnie proces prywatyzacji zatrzymały. W Polsce chyba nigdy nie było entuzjazmu prywatyzacyjnego, bo kończył się on zwykle tym, że przejmujące państwowe przedsiębiorstwa firmy prywatne dokonywały ich restrukturyzacji poprawiając tym samym efektywność. Prywatyzacja stawała się popularna dopiero wtedy gdy przejmowany był bankrut albo jeszcze gorzej, firma do której trzeba stale dopłacać. Tyle, że prywatyzacja takiego upadłego przedsiębiorstwa nie jest taka łatwa o ile w ogóle możliwa. Czytaj dalej

O co chodzi w systemie emerytur kapitałowych

Warto przypomnieć zasadniczą przesłankę utworzenia w Polsce kapitałowej części powszechnego systemu emerytalnego. Była nią demografia. W perspektywie dwudziestu lat od momentu wprowadzania nowego systemu emerytalnego znacznie miały pogorszyć się wskaźniki demograficzne i w systemie emerytalnym powstałby olbrzymi niedobór, który mógłby być sfinansowany głównie ze znacznych podwyżek podatków. Aby temu zapobiec zaproponowano rozwiązanie polegające na odkładaniu części składki emerytalnej już teraz po to aby gromadzić środki na wypłaty świadczeń, kosztem bieżącej konsumpcji. Koszt tej operacji był niemały (1.7 proc PKB rocznie) ale po stronie aktywów państwo polskie miało wciąż olbrzymi zasób prywatyzacyjny, który miał właśnie sfinansować ten ubytek. Teoretycznie można było przeznaczyć cały przychód z prywatyzacji na obniżkę długu, ale tym właśnie różni się systematyczne oszczędzanie od oszczędzania ad hoc, że miało ono być rozłożone w czasie. Co więcej doświadczenia poprzednich lat pokazały, że po pierwszych reformatorskich latach przemian w Polsce prywatyzacja spowolniła, a przychody z niej były na bieżąco przejadane. Tak więc jednym z celów pośrednich utworzenia powszechnego systemu kapitałowego w Polsce było przyspieszenie procesu prywatyzacyjnego i przeznaczenie przychodów z niego na sfinansowanie przyszłych emerytur, a także rozwój rynku kapitałowego w Polsce. Czytaj dalej

Najgorzej mają młodzi

Artykuł ukazał się 28 lipca 2006 r. w Gazecie Wyborczej

Autorzy: Rafał Antczak, Paweł Dobrowolski, Ryszard Petru

Masowa emigracja młodych Polaków wynika z braku perspektyw. Główną przyczyną dla której młodzi Polacy nie widzą szans dla siebie w swoim własnym kraju jest niesprawiedliwie wysokie opodatkowanie młodych pracujących. Polskie społeczeństwo starzeje się i jest naturalne, że rosną koszty emerytur i opieki zdrowotnej. Zamiast jednak sprawiedliwie dzielić te koszty, wynaturzono solidarność międzypokoleniową w drenaż kieszeni młodych obywateli. Polska drenuje kieszenie młodych podatników do tego stopnia, że praca w Polsce stała się towarem luksusowym na który nie stać jednej trzeciej młodych Polaków.

Polska jak każde współczesne państwo jest mechanizmem redystrybucji międzypokoleniowej. Ze składek i podatków młodych opłaca się emerytury i leczenie seniorów. Mechanizm ten funkcjonował całkiem dobrze, dopóki na każdego niepracującego i żyjącego z transferów przypadało kilkunastu pracujących i płacących podatki. Uprawnionym było nazwanie takiego rozwiązania solidarnością międzypokoleniową. Jednak uprawnionym było tylko do czasu. Obecnie państwo dobrobytu oparte o transfer od młodych do starych jest nie do utrzymania. Systematyczny wzrost długości życia oraz spadek dzietności sprawiają, że liczba młodych pracujących w stosunku do seniorów pobierających świadczenia spada w większości krajów świata. W Polsce jeszcze w latach sześćdziesiątych na jednego emeryta i rencistę pobierającego świadczenia przypadało dwunastu pracujących i płacących podatki. Dziś na każdego emeryta i rencistę przypada dwie i pół osoby w wieku produkcyjnym oraz tylko dwie osoby pracujące! W takich realiach demograficznych utrzymanie solidarności międzypokoleniowej wymaga coraz większych transferów od młodych do starszych. Państwa solidarności międzypokoleniowej stały się państwami relatywnego dobrobytu dla seniorów. Natomiast dla młodych stają się nieuczciwymi piramidami finansowymi nakładającymi coraz wyższe podatki w zamian za coraz niższe świadczenia. Czytaj dalej