Nic się nie stało. Polacy, nic się nie stało

Narodowa Telewizja przeoczyła fakt, że Polska będzie musiała płacić wyższe odsetki za pożyczanie pieniędzy za granicą. W sumie nie ma się co dziwić, że Telewizja sprawę skrzętnie ukryła, ponieważ podwyżka ani nie jest dobra dla Polaków, ani nie świadczy dobrze o polityce rządu. I w żadnym wypadku nie pasuje do obowiązującej tam propagandy sukcesu.

Nie jest to sprawa błaha. W ciągu najbliższych lat mamy płacić odsetki od naszego długu na poziomie plus-minus 35 mld zł (czyli tyle, ile wynoszą nasze roczne wydatki na wojsko). Każdy punkt procentowy, o który wzrasta rentowność obligacji, oznacza brak środków na ważne wydatki państwa. A wzrost nie jest symboliczny. Polskie obligacje 10-letnie są dzisiaj oprocentowane o 1/10 wyżej niż rok temu i pokonały w tej niechlubnej konkurencji Węgry. Co więcej, sytuacja, w której rentowność polskich obligacji jest wyższa niż analogicznych węgierskich (czyli, że Polacy płacą za obsługę swojego długu wyższy procent niż Węgrzy), zdarzyła się pierwszy raz od 14 lat! Oznacza to, że perspektywy naszej gospodarki inwestorzy oceniają gorzej niż kraju nad Balatonem. Nie ma wątpliwości, że to konsekwencja polityki rządu, a nie sytuacji gospodarczej w Europie, ponieważ równocześnie zwiększa się różnica pomiędzy oprocentowaniem polskich i niemieckich obligacji.

Jarosław Kaczyński na gospodarce się nie zna i traktuje ją jedynie jako instrument do zapewnienia środków na spełnianie populistycznych obietnic. To i dobrze, i źle. Dobrze, bo jeśli miałby równie silne przekonanie o tym, jak powinna funkcjonować gospodarka, co o tym, jak ma działać demokracja, to w ciągu kilku miesięcy mielibyśmy kryzys gorszy niż w Grecji. Dobrze, bo zarządzanie gospodarką jest skłonny oddać ludziom, którzy są w tej dziedzinie kompetentni. Źle natomiast, ponieważ nie ma świadomości konsekwencji ekonomicznych swoich posunięć.

Jednak Mateusz Morawiecki nie może już udawać, że na gospodarce się nie zna. Przez wiele lat był prezesem dużego banku w Polsce. Dlatego w jego przypadku trudno znaleźć dobre wyjaśnienie firmowania nieodpowiedzialnej polityki budżetowej. Doprowadzenie do kryzysu w polskiej gospodarce, która jeszcze rok temu była oceniania jako jedna z najzdrowszych w UE, spowoduje, że będzie on miał problem z powrotem do bankowości. Chyba, że plotki o jego ambicjach na przejęcie przywództwa w PiS są prawdziwe. W tej sytuacji miałby interes w utrzymywaniu Prezesa Kaczyńskiego w nieświadomości, bo kryzys najbardziej osłabi pozycję lidera PiS.

Można w tym miejscu przypomnieć refren piosenki Wojciecha Młynarskiego: „Po co Babcię denerwować, niech się Babcia cieszy”. Mniej do śmiechu jednak nam będzie, gdy uświadomimy sobie, że długi zaciągnięte za czasów przywódcy, o którym śpiewał Młynarski, musieliśmy spłacać przez prawie 40 lat.

Brexit to także polska sprawa

Rządzący usiłują narzucić nam żabią perspektywę w patrzeniu na kwestie międzynarodowe. Chcę im powiedzieć: „Halo, tu Ziemia!”. W UE nie zajmują się tylko Polską.
Dzisiaj zajmują się prawie wyłącznie Brexitem. Dlaczego? Potencjalne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii byłyby dla przyszłości Europy nieporównywalnie większe niż Grexit. A przecież to właśnie w obawie przed konsekwencjami Wspólnota nie dopuściła do tego, by Grecja wyszła z UE.

Nie jest jednak tak, że nas sprawa w ogóle może nie interesować. Wprawdzie największą cenę za Brexit zapłaciłaby najprawdopodobniej sama Wielka Brytania, jednak utrata swobody przepływu ludzi i kapitału pomiędzy kontynentem, a Zjednoczonym Królestwem oraz pogłębienie się kryzysu w Unii przyniosłoby poważne straty także Polsce i Polakom.

Trzeba wyraźnie powiedzieć, że zarówno łamanie podstawowych standardów liberalnej demokracji, jak i jednostronne ogłaszanie „strategicznego” sojuszu Polski z Wielką Brytanią spowodowało, że głos Polski w tej debacie jest słabo słyszany. A to grozi tym, że nasze interesy nie zostaną wystarczająco uwzględnione. Dlatego jestem bardzo wdzięczny ALDE za zaproszenie na spotkanie 5 premierów i 5 komisarzy UE oraz przewodniczącego grupy parlamentarnej europejskich liberałów.

Chcę ich zapewnić, że mimo wrażenia stwarzanego przez PiS, Polacy są zdecydowanymi zwolennikami integracji europejskiej. I że nie można wykorzystywać negocjacji z Wielką Brytanią do osłabiania procesu jednoczenia Europy. Skorzystam też z okazji, żeby rozmawiać z Margrethe Vestager, komisarz Unii Europejskiej ds. konkurencji o tym co Komisja Europejska może zrobić, żeby pomóc w rozwiązaniu kryzysu dotyczącego transportu do Rosji.

Jednak w szczególności zamierzam im powiedzieć, że obecna sytuacja w Polsce jest chorobą dziecięcą demokracji. Wprawdzie późno przechodzoną i dlatego bolesną oraz zaskakującą dla unijnej rodziny. Chcę podziękować im za to, że życzą nam wyzdrowienia i zapewnić, że sobie poradzimy. Polexit na pewno nie będzie…

Uchodźcy

Problem uchodźców wymagał pilnego rozwiązania. Dobrze, że w końcu osiągnięto porozumienie. Zawstydzające było, że UE nie była w stanie uzgodnić rozwiązania, a poszczególne kraje Wspólnoty postępowały chaotycznie, nie koordynując ze sobą działań. Jak mielibyśmy rozwiązywać poważniejsze problemy, które będą przed nami stawały w przyszłości?

Dobrze, że polski rząd zrozumiał, że ciągłe zmienianie zdania nie służy ani uspokojeniu sytuacji w Polsce, ani polskiej pozycji w UE. Niestety zlekceważył przez ostatnie lata przygotowania do takiej sytuacji. Mimo tego, że istniał w tej sprawie ostrzegawczy raport („Strategia Bezpieczeństwa Narodowego 2014″, BBN), w którym wskazywano na podobne zagrożenia:

„Wyzwanie stanowią niekontrolowane migracje ludności, wywołane zarówno przez konflikty, jak
i mające swe źródło w problemach natury gospodarczej i społecznej (…) Zwiększenie
skuteczności państwa w walce z nielegalną migracją wymaga zmian kompetencji uczestników
tego systemu, a zwłaszcza wynikających z poszerzenia funkcji i zadań Straży Granicznej i
przekształcenia jej w formację graniczno-migracyjną. ”

Polska powinna przyjąć tylu uchodźców iloma jesteśmy w stanie sprawnie i bezpiecznie się
zaopiekować. Tę informację rząd powinien był pozyskać z gmin i zapewnić Polsce przyjazną i
bezpieczną formę przyjmowania uchodźców (w szczególności, niwelując ryzyko terrorystyczne).

Oczekiwaliśmy od rządu takiej precyzyjnej informacji, a także strategii działań w tym zakresie aby proces przyjmowania uchodźców przeprowadzić rozsądnie i sprawnie, a przede wszystkim bezpiecznie. I w ramach Unii musimy wypracować takie rozwiązania.

Jednocześnie pragnę wyrazić nadzieję, że skrajni politycy opamiętają się i przestaną rozpalać
antyuchodźcze nastroje (Kaczyński, Korwin-Mikke). W polskiej kulturze politycznej nie może być miejsca na rasizm i ksenofobię.

Pomóżmy uchodźcom, bo rząd tego za nas nie zrobi.

Naszym obowiązkiem jest przyjmowanie uchodźców. To nie tylko kwestia tego, że wielokrotnie byliśmy w podobnej sytuacji ale także wartości, które wyznajemy. Nie możemy pozostawić samym sobie ludzi, którzy przez wojnę i prześladowania muszą uciekać z domów.

Niestety, rządy w Polsce nie stworzyły ani sensownej polityki, ani rozwiązań pozwalających na efektywne integrowanie uchodźców i dlatego możemy przyjąć niewielką ich liczbę. Bo nie wystarczy przecież zaprosić ich do Polski – trzeba im zapewnić szkoły i zajęcie. W Polsce żaden z rządów nie przygotował takiego systemu. Nie mamy opracowanej żadnej sensownej polityki w tej sprawie. Przyjmując jednak niewielką ilość osób, będziemy musieli stopniowo taki system wypracować.

Niestety chwiejność Premier Kopacz nie tylko kompromituje nas w Europie, ale także podgrzewa społeczne emocje. Pani Premier zamiast dyskutować o liczbie uchodźców powinna w Brukseli rozmawiać o pieniądzach, aby się nimi zająć.

Teraz pomagają obywatele, organizacje pozarządowe i Kościół. Zastępują w tym ważnym zadaniu rząd. Jednak państwo musi się nauczyć jak to robić, bo nie unikniemy w przyszłości wyzwania jakim jest integracja obcokrajowców. Robienie na pokaz spotkania z partiami politycznymi, gdy ich liderzy są w Krynicy nie posuwa nas w tym kierunku. Jeżeli rząd naprawdę, a nie dla propagandy chce zająć się uchodźcami, to musi jak najszybciej:

§ Uruchomić nowe ośrodki potrzebne na 2-3 krotne zwiększenie liczby uchodźców.

§ Poprawić standard ośrodków dla uchodźców tam, gdzie jest to potrzebne.

§ Zapewnić w ośrodkach opiekę psychologiczną na odpowiednim poziomie (w wielu miejscach zajmują się tym osoby nie mające odpowiednich kompetencji profesjonalnych i językowych);

§ Zapewnić terapię dla osób cierpiących na PTSD;

§ Zapewnić w ośrodkach naukę języka polskiego dla dorosłych;

§ Uruchomić szybką ścieżkę na granty dla organizacji społecznych i pozarządowych służące integracji uchodźców w społeczności.

Na miejscu Premier Kopacz zamiast zapraszać partie polityczne zorganizowałbym okrągły stół z tymi, którzy społecznie pomagają uchodźcom. Może władze czegoś się od nich nauczą.

Ważna tu jest jeszcze jedna kwestia – znalezienia różnicy między uchodźcami a imigrantami. Tych pierwszych każdy kraj europejski powinien przyjąć z powodów humanitarnych. Emigracja natomiast jest zwykle ekonomiczna – Polska jako biedny kraj UE nie jest w stanie przyjąć rzeszy imigrantów zarobkowych. To się po prostu nie uda.

Last but not least – mój niepokój budzi fakt, że Unia zaczyna pomagać dopiero gdy widzi uchodźców u swoich bram. Ta pomoc powinna się zacząć dużo wcześniej. Taka polityka, polityka oczekiwania a nie działania, napędza jedynie popyt przemytnikom. To przez nią, przez politykę obserwacji a nie działania, na Morzu Śródziemnym toną dzieci.

Wciąż będą drukować

Według agencji S&P straty spowodowane zamknięciem rządu USA przez 16 dni wyniosły 24 miliardów dolarów, czyli 0,6 proc. PKB. To sporo jak na tak krótki okres. Wciąż jednak nie ma pewności czy 7 lutego, czyli w dniu kiedy upłynie kolejny termin na zwiększenie limitu amerykańskiego długu, znów uda się obu partiom dogadać. A rynki – tak jak były entuzjastyczne w okresie shutdown, tak są i teraz. Bowiem paradoks dzisiejszych czasów polega na tym, że trudności budżetowe nie zachwiały nastrojów rynkowych, wręcz przeciwnie – zwiększyły prawdopodobieństwo opóźnienia całej operacji ograniczenia luzowania monetarnego. Horyzont rynków  finansowych po całym kryzysie finansowym zamiast się wydłużyć – znacznie się skrócił. Wiadomo przecież, że prędzej czy później polityka taniego pieniądza musi się skończyć, niestety świat finansów uzależnił się od niego jak od morfiny – im więcej podają, tym lepiej, a później -jakoś to będzie. Co więcej, najlepszym rozwiązaniem dla rynku byłaby sytuacja, w której przy poprawiających się wskaźnikach gospodarczych FED nie zaprzestawałby druku pieniądza. Ciekawe, czy za odchodzącego prezesa FED członkowie komitetu decydującego o stopach procentowych zdecydują się wynieść tę wazę z ponczem. Znane powiedzenie bankierów centralnych mówi bowiem o tym, że należy ją wynosić wtedy, kiedy impreza zaczyna się na dobre rozkręcać. Patrząc na kolejne rekordy indeksów giełdowych i szaleństwo w napływie kapitału na rynki wschodzące, wygląda raczej na to, że impreza już trwa na dobre. Czytaj dalej