Brexit to także polska sprawa

Rządzący usiłują narzucić nam żabią perspektywę w patrzeniu na kwestie międzynarodowe. Chcę im powiedzieć: „Halo, tu Ziemia!”. W UE nie zajmują się tylko Polską.
Dzisiaj zajmują się prawie wyłącznie Brexitem. Dlaczego? Potencjalne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii byłyby dla przyszłości Europy nieporównywalnie większe niż Grexit. A przecież to właśnie w obawie przed konsekwencjami Wspólnota nie dopuściła do tego, by Grecja wyszła z UE.

Nie jest jednak tak, że nas sprawa w ogóle może nie interesować. Wprawdzie największą cenę za Brexit zapłaciłaby najprawdopodobniej sama Wielka Brytania, jednak utrata swobody przepływu ludzi i kapitału pomiędzy kontynentem, a Zjednoczonym Królestwem oraz pogłębienie się kryzysu w Unii przyniosłoby poważne straty także Polsce i Polakom.

Trzeba wyraźnie powiedzieć, że zarówno łamanie podstawowych standardów liberalnej demokracji, jak i jednostronne ogłaszanie „strategicznego” sojuszu Polski z Wielką Brytanią spowodowało, że głos Polski w tej debacie jest słabo słyszany. A to grozi tym, że nasze interesy nie zostaną wystarczająco uwzględnione. Dlatego jestem bardzo wdzięczny ALDE za zaproszenie na spotkanie 5 premierów i 5 komisarzy UE oraz przewodniczącego grupy parlamentarnej europejskich liberałów.

Chcę ich zapewnić, że mimo wrażenia stwarzanego przez PiS, Polacy są zdecydowanymi zwolennikami integracji europejskiej. I że nie można wykorzystywać negocjacji z Wielką Brytanią do osłabiania procesu jednoczenia Europy. Skorzystam też z okazji, żeby rozmawiać z Margrethe Vestager, komisarz Unii Europejskiej ds. konkurencji o tym co Komisja Europejska może zrobić, żeby pomóc w rozwiązaniu kryzysu dotyczącego transportu do Rosji.

Jednak w szczególności zamierzam im powiedzieć, że obecna sytuacja w Polsce jest chorobą dziecięcą demokracji. Wprawdzie późno przechodzoną i dlatego bolesną oraz zaskakującą dla unijnej rodziny. Chcę podziękować im za to, że życzą nam wyzdrowienia i zapewnić, że sobie poradzimy. Polexit na pewno nie będzie…