Nie wolno iść drogą Węgier

Wywiad ukazał się w dzienniku Rzeczpospolita 15 października 2014 r.

- Poseł Artur Dębski namawia przedsiębiorców do protestu przed Sejmem 7 listopada. Jak pan sądzi, przyjdą?

- Poważni nie przyjdą, bo to nie tego typu metody działania. Ale faktem jest, że od pewnego czasu głos polskiego przedsiębiorcy nie jest słyszalny w polskim parlamencie. Nie mówi się o stymulowaniu przedsiębiorczości, o deregulacji, o uproszczeniu systemu podatkowego. Mamy ogromnie restrykcyjne prawo podatkowe, które plasuje nas na 130. miejscu na świecie. Co gorsza, politycy najczęściej nie mają świadomości jak działania legislacyjne wpływają na podmioty gospodarcze.

 - Najnowszy inicjatywa PO, czyli sześciodniowy dzień pracy – nie jest to na korzyść przedsiębiorców?

- Nie chodzi o dłuższy tydzień pracy, tylko o to, żeby tworzyć warunki do tego aby efektywnie funkcjonować w ramach obowiązującego prawa. Tak jak w Niemczech. Tymczasem u nas przedsiębiorczość, aby była efektywna, wykorzystuje luki prawne. Dlatego w większości małych i średnich przedsiębiorstw kodeks pracy się nie przyjął – ludzie są zatrudnieni na umowy nie podlegające ochronie kodeksowej. Co za różnica ile tydzień ma dni, jak kodeks pracy tego nie obejmuje. Ostatnio coraz częstsza jest tendencja wśród mainstreamu politycznego, aby być prospołecznym, a nawet prosocjalnym. Jeśli jednak taki będzie przebieg debaty publicznej w Polsce, to może się skończyć jak na Węgrzech w 2002 roku, gdy Fides i socjaliści licytowali się, kto więcej obieca. Wygrali socjaliści, którzy zaczęli realizować swoje obietnice i efekt jest taki, że Węgrzy mają najwyższy VAT, najwyższe opodatkowanie gospodarki i najniższy wzrost gospodarczy w regionie. I na dodatek mają Victora Orbana z bardzo słabą alternatywą po stronie tzw. zwanych socjalistów. Bo obie główne partie są de facto socjalistyczne.

- Fidesz cieszy się ogromną popularnością, rządzi drugą kadencję, a właśnie wygrał w cuglach wybory samorządowe.

- Pytanie czy chcemy mieć sytuację jak na Węgrzech, które rozwijają się dwa razy wolniej od Polski. W 1990 roku ich PKB według średniej unijnej było o 10 punktów procentowych wyższe od polskiego dzisiaj są biedniejsi.

 - Węgrzy są zadowoleni.

- Wątpię. Poziom pesymizmu w tym kraju jest dosyć wysoki. A poza tym chodzi o to, że to są złe rządy. Nie twierdzę, że  Polsce grozi taki scenariusz, ale pewne analogie się pojawiają. Szczególnie, że większość obecnych polityków nie rozumie jak działa gospodarka. Niektórym się wydaje, że jak nie zainwestujemy pieniędzy publicznych, to nie będzie wzrostu gospodarczego. To nieprawda. W uproszczeniu 70 proc. inwestycji w Polsce realizują polskie firmy prywatne, 10 proc. Unia Europejska, 10 proc. budżet i 10 proc. inwestycje zagraniczne. Czyli solą ziemi są polscy przedsiębiorcy i im trzeba stwarzać warunki do działania.

 - To pewnie nie podoba się panu pomysł Ewy Kopacz, żeby dorzucić 100 mln złotych na ratowanie kopalni Kazimierz Juliusz?

- Pytanie jak to się stało, że tak wielka strata tam narosła? Trzeba było rozwiązać problem zaległych wypłat, ale potrzebne są działania systemowe a nie doraźne. Premier Kopacz miała ciężko, bo wpadł jej ten gorący kartofel na starcie. Musimy jednak pamiętać, że rząd nie może rozdawać lekką ręką pieniędzy, bo potem inne kopalnie, będą żądały tego samego. Gdybyśmy wygaszali zatrudnienie górników od 12 lat, i prywatyzowali niektóre kopalnie to dzisiaj mielibyśmy rentowne górnictwo.

 - A jak pan ocenia obietnice premier Kopacz dotyczące urlopów macierzyńskich czy podwyższeniu emerytur?

- Podwyższenie emerytur nie było potrzebne. To są bardzo małe kwoty, które w istotny sposób nie poprawiają sytuacji emerytów.

 - 36 złotych dla niektórych emerytów to jedzenie na dwa dni.

- Polityka państwa nie powinna polegać na rozdawnictwie tylko na pobudzaniu wzrostu gospodarczego. Gdyby PKB było wyższe, to emerytury też byłby wyższe. Rozumiem, że w kampanii wyborczej się coś obiecuje. Jednak żadna z obiectnic nie ma charakteru prowzrostowego. Jak już rozdawać, to wolałbym obniżyć VAT. Wtedy wszyscy sprawiedliwie mieliby więcej pieniędzy w kieszeni i obniżyłyby się koszty gospodarowania.

- Minister Szczurek zaproponował na forum Unii Europejskiej utworzenie wspólnego funduszu inwestycyjnego w wysokości 700 mld euro, żeby dzięki inwestycjom pobudzić europejskie gospodarki. Co pan o tym sądzi?

- Nie jestem zwolennikiem tego typu pomysłów. Politykom się wydaje, że gdy wydadzą pieniądze, to przyspieszą wzrost gospodarczy w Europie. A wzrost wynika tylko z konkurencyjności i większej efektywności gospodarki. Inwestycje pojawią się tylko wówczas gdy przedsiębiorcy zobaczą sens inwestowania. Mało które inwestycje publiczne dają wzrost efektywności. Największe efekty mogą one przynieść w krajach ze słabą infrastrukturą  - takich jak Polska. A my już mamy środki unijne.

 - Amerykanie dosyć skutecznie zwalczyli kryzys, dosypując pieniędzy na rynek.

- Nieprawda. W USA przeprowadzono olbrzymią restrukturyzację, za którą społeczeństwo zapłaciło słoną cenę. Dwieście banków upadło. Ale dziś gospodarka amerykańska jest bardziej konkurencyjna niż kiedykolwiek.

 - Gdyby administracja amerykańska nie podjęła decyzji o drukowaniu pieniędzy i zwiększaniu wydatków to efekt byłby ten sam?

- Oczywiście. Mówiłem już, że inwestycje państwowe to jest mała kwota w skali wszystkich wydatków. Politycy czasami mówią o konieczności inwestowania ale dobrze wiedzą, że najważniejsza jest gospodarka.

 - A jednak po ostatnim kryzysie pojawiły się głosy, że niewidzialna ręka rynku zawiodła.

- Nie zgadzam się z tą tezą. To państwa wywołały kryzys. Ale oczywiście zmieniły się też warunki. Na globalnych graczy wyrosły takie państwa jak Chiny, przez co światowa gospodarka stała się znacznie bardziej niepewna.

 - Jakie będą losy pakietu klimatycznego?

- Myślę, że konieczny w tej sprawie jest kompromis. Nie jesteśmy w stanie zaakceptować tak dużych redukcji spalin jakich wymaga od nas Unia Europejska, ale wariant weta byłby szokujący i niebezpieczny w dłuższym okresie. Unia musi zaakceptować albo długi okres przejściowy dla Polski albo mniejszą skalę redukcji spalin. Dostosowania naszej gospodarki do restrykcyjnych norm w krótkim czasie byłby ogromnie obciążające. Co nie znaczy, że nie powinniśmy do tego dążyć.

 - Ale to kosztuje. Ceny energii pójdą w górę?

- W krótkim okresie tak. Ale w dłuższym okresie umowa o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi może doprowadzić do spadku cen energii.

 - Dlaczego prezydent Bronisław Komorowski zaproponował otwarcie debaty na temat wejścia do Polski strefy euro?

- Bo to wyznacza cel, którego nam teraz brakuje. Wiadomo, że przed przyjęciem euro polska gospodarka powinna być bardziej konkurencyjna i elastyczna, a wtedy przyjęcie euro będzie dla nas tak korzystne jak np. dla Niemiec, które przed wejściem do strefy euro miały ogromny deficyt handlowy, a teraz mają nadwyżkę. Euro jest dobrą walutą dla eksporterów. Kraje północy w większości wygrały na przyjęciu wspólnej waluty i Polska też może wygrać. Realną perspektywą jest przyjęcie euro w 2018 roku. Po wyborach zmieniamy konstytucję, wprowadzamy reformy prorozwojowe i przyjmujemy euro. Wszystko to jest do zrobienia.

rozmawiała Eliza Olczyk

26 Komentarze

  1. Zawsze znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, żeby nie iść drodą tą, albo nie iśc drogą tamtą. Tak naprawdę jesli jakiejś drogi się nie wybierze, to nie wiadomo co się na niej spotka. No i nigdy nie jest tak, ze jak jednak osoba idzie drogą, to potem drugiej idącej tą samą przydarza się dokładnie to samo. To również należałoby wziąć pod uwagę, bo to ważne.

  2. Witam nie to nie do końca jest tak. Ja kiedyś byłem, na wykładzie i jeden profesor bardzo dobrze powiedział. W naszym kraju nie będzie dobrze, ponieważ robimy nie na nasze tylko, na zagraniczne PKB. Wystarczy się rozejrzeć tu biedronka portugalczyka tam lidl niemiecki i znów Intermarche francuskie. To jest prawdziwy powód problemów w Polsce. Nie mamy juz prawie nic swojego i skąd mają się wziąć te pieniądze z nieba?. Pozdrawiam wszystkich, którzy dobrze kumają.

  3. nie ma sensu naśladować nikogo, niezależnie od tego czy są to Niemcy, Amerykanie czy Węgrzy. nasz kraj jest specyficzny i nie ma sensu kopiować rozwiązań z innych krajów, bo się zwyczajnie nie sprawdzą w naszych realiach.

  4. Ciekawy wywiad. Można się dowiedzieć sporo ciekawych rzeczy na wiele tematów. Szkoda, że tacy ludzie jak Pan nie biorą udziału w kreowaniu naszej gospodarki. Może wtedy byłaby bardziej konkurencyjna.

  5. przyjęcie euro obecnie zeszło na dalszy plan, bo w Polsce źle się dzieje. szkoda, bo powinniśmy dążyć do dalszego ważnego etapu w historii polskiej gospodarki, a zamiast tego mamy protestujących górników, rolników, a kolejni chcą iść w ich ślady. nie ma czasu na dyskusje o euro. chyba, że górnicy zaczną teraz żądać wypłacania im pensji w euro, oczywiście w wysokości przeciętnych pensji niemieckich. kto ich tam wie.

  6. Każdy Kto miał o0kazję być w ostatnich miesiącach na Węgrzech wie że są one dalekie od ideału jaki pamiętamy z lat 80-tych. Jak zobaczyłem ul. Rakoczy czy Vaci w stanie bez mała degradacji to się przeraziłem i od razu zrozumiałem, że wspaniale mieszkać w takiej pięknej Warszawie. Do tego ta szarość i beznadziejność na ulicy…. to jest przytłaczające. Już lepiej przezentuje się Bytom czy Ruda Śląska. Dobrze, że Polska to nie Węgry, a Warszawa to nie Budapeszt.

  7. Głosuj na P O, bo tylko oni mogą zniszczyć cię do końca. Zniszczyli zakłady produkcyjne, stocznie, przemysł wydobywczy, zwłaszcza węglowy, polskie koleje i polską pocztę, zakłady zbrojeniowe wybudowane w okresie międzywojennym tzw. COP; w Mielcu, Stalowej Woli, Kraśniku, Rzeszowie. Zniszczyli Polski handel poprzez wpuszczenie supermarketów w których handluje się towarem wyprodukowanym w innych krajach, a zyski z handlu wędrują do tamtych krajów. Polskie robole za bezcen harują na okrągło „światek piątek i niedzielę” przez co jeszcze bardziej powiększają ich zyski. Wypędzili z kraju za chlebem 3 mln ludzi, a młodym odebrali jakąkolwiek perspektywę na życie. Narodzie głupi, głosuj na P O bo zostało im jeszcze sprzedać Polskie lasy, Polską ziemie, a w celu dalszej „restrukturyzacji” wysadzą pewnie w powietrze zapory na Solinie w Rożnowie oraz wały przeciwpowodziowe zbudowane w XIX i XX wieku. Może powiesz, że nie tylko P O ?! Tylko P O bo oprócz KLD znajduje się tam; UW która rozpoczęła dewastacje Polskiej gospodarki. Co zostało z pierwszych prywatyzowanych 6-ciu najlepszych zakładów ?, wielkie NIC, co zostało z Polskich banków, NIC !! Gdzie są polskie; cementownie, cukrownie, przemysł chemiczny, polski przemysł farmaceutyczny, przemysł maszynowy, narodzie głupi, „ach wy głupi”.

  8. W Polsce to trzeba by w ogóle przemodelować model państwa żeby ukierunkować to państwo na wyjście z kryzysu bo dużo się o tym mówi ale tak naprawdę to cały czas jesteśmy w kryzysie,

  9. W ogóle w Polsce potrzebna jest chyba dyskusja o tym jaki model państwa chcemy tworzyć. Obecnie mamy ogromny chaos we wszelkich działaniach, jedne decyzje kolidują z innymi, brakuje spójności. Najbardziej cierpią na tym właśnie przedsiębiorcy, bo to im rzuca się te wszystkie kłody pod nogi. Przez ostatnie lata nie uproszczono choćby jednego podatku, jednej procedury, jednego elementu tej całej biurokracji. Za to nałożono nowe podatki, nowe restrykcje, nowe problemy…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.