Rząd, który staje się zakładnikiem związków zawodowych zawsze przegrywa

Rząd, który staje się zakładnikiem związków zawodowych zawsze przegrywa – rozmowa z Ryszardem Petru

Związki zawodowe, obecne głównie w dużych zakładach państwowych nie uwzględniają polskiej rzeczywistości, a rzeczywistość jest dość brutalna i smutna. Jesteśmy biednym państwem i jeśli obywatelom bardziej przykręci się śrubę, efekt może być taki jak w Hiszpanii – brak pracy.”

Z Ryszardem Petru, ekonomistą i przewodniczącym Towarzystwa Ekonomistów Polskich, rozmawiamy o planowanych zmianach w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Martyna Niedośpiał: Chciałam zacząć od tego jak według Pana rynek zareaguje na obciążenie pracodawców większym oskładkowaniem?

Ryszard Petru: Nie wiem, w jakiej formie rząd ostatecznie przyjmie tę ustawę. Obawiam się, że może skończyć się to pogłębieniem szarej strefy. Co do zasady jednak, gdyby chodziło tylko o oskładkowanie do minimum pensji krajowej, to uważam, że tego typu rozwiązanie łączy ogień z wodą, dlatego że daje gwarancję pracownikowi minimalnej składki i nie jest zbyt inwazyjne gospodarczo. Tylko, że musimy mieć świadomość, że bardzo wiele firm, kierując się kryterium najniższej ceny wygrało przetargi (zwykle państwowe) oferując właśnie najniższą cenę. I teraz, w przypadku podwyższenia składek, te firmy będą musiały znaleźć nowe osoby, które zgodzą wykonać się tę samą pracę za nominalnie niższe wynagrodzenie i zwolnić poprzednio zatrudnionych. Ważną częścią problemu z umowami na czas określony jest sposób, w jaki państwo dokonuje przetargów publicznych.

MN: Szybkie tempo wprowadzania zmian, o którym Pan mówi to 3-miesiączny okres przejściowy, zdecydowanie krótszy niż sugerowały w konsultacjach społecznych organizacje pracodawców. Oskładkowanie minimalnego krajowego wynagrodzenia stanowi tylko wstęp do zapowiadanych przez rząd zmian. Za dwa lata zapowiadane jest objęcie składkami ZUS-owskimi 60% średniej pensji krajowej. W 2017 r. natomiast ozusowane mają być wszystkie umowy cywilnoprawne, w tym roku umowy o dzieło. Rząd dąży więc do spełnienia postulatów związków zawodowych…

RP: Moim zdaniem, bardzo niebezpieczne jest to tempo, trzy miesiące…

Po pierwsze wiele firm będzie musiało brutalnie się dostosować. Jak? Na przykład zrywając kontrakty. Mówimy o branżach, biorących udział w przetargach, gdzie w grę wchodzi kryterium najniższej ceny. A w wielu z nich  koszt pracy bywa głównym kosztem pracodawcy.

Po drugie, jeżeli będziemy szli dalej z oskładkowaniem, możemy wylać dziecko z kąpielą, co już się stało w wielu krajach Europy Zachodniej. Bezrobocie jest tam bardzo wysokie wśród młodych, bo mają tylko dwa rozwiązania: albo pełny etat, albo bezrobocie – trzeciego wariantu nie ma.

Po trzecie w Polsce są cztery systemy podatkowe: etat, umowy czasowe, działalność gospodarczą i KRUS. Zwykle przykręcenie śruby w jednym miejscu powoduje ucieczkę do innej formy zatrudnienia, nie tylko do działalności gospodarczej, ale też do KRUS-u. I trzeba mieć tego świadomość.

MN: W jaki sposób rząd może przekonać pracowników do poparcia tej ustawy?  Argument wyższych emerytur przy obecnej sytuacji demograficznej oraz  ostatnich zmianach z OFE jest naiwny. A nominalnie nowa ustawa oznacza dla pracowników po prostu niższe wynagrodzenia…

RP: Przy minimalnym oskładkowaniu, ludzi może przekonać podstawowe bezpieczeństwo, stabilność, to że są objęci ubezpieczeniem emerytalnym, rentowym i tak dalej. Ale również nie sądzę żeby to myślenie trafiło do wielu pracowników. Te wszystkie zmiany, które miały miejsce, jeśli chodzi o system emerytalny ostatnio, zniechęcają Polaków do wiary w stabilność ZUS-u i zniechęcają Polaków do płacenia składek. Nie sądzę więc żeby ten czynnik mógł odgrywać decydującą rolę, bo nie możemy być pewni czy z naszych składek będzie jakaś emerytura… Wiele się niestety zmieniło na niekorzyść płatników.

MN: Czytając wnioski z konsultacji społecznych omawianej ustawy, widać, że oś konfliktu przebiega pomiędzy związkami zawodowymi (które nie reprezentują przecież pracowników zatrudnionych na umowach cywilno-prawnych), a pracodawcami.

RP: Związki zawodowe, które są obecne głównie w dużych zakładach państwowych, często myślą tylko o sobie, w ogóle nie uwzględniając polskiej rzeczywistości. A rzeczywistość jest taka, że jesteśmy biednym państwem, które wciąż konkuruje kosztami pracy.

A niestety ze strony fiskusa widać chęć szukania dodatkowych dochodów z podatków. Jeśli obywatelom bardziej przykręci się śrubę, efekt może być taki jak w Hiszpanii, czy w innych krajach – brak pracy. Mam wrażenie, że ogólnopolskie związki zawodowe, rzadko kiedy interesują się interesami samych pracowników.

MN: Czy w tej naszej brutalnej i smutnej sytuacji gospodarczej istnieje możliwość przerzucenia większej ilości kosztów pracy na pracodawców? Czym to może skutkowało?

RP: Możliwość istnieje zawsze. Z tym, że jedni ją wytrzymają, a inni zwolnią pracowników. Przecież nie wszystkie firmy mają świetną sytuację. Tu trzeba być ostrożnym. Stąpanie po gruncie polskiej gospodarki, to jak stąpanie po kruchym lodzie.

Obecnie, kiedy gospodarka rozwija się poniżej potencjału rynkiem rządzą pracodawcy i pracodawcy wyznaczają wszystkie reguły gry. Jeśli przedsiębiorcy nie będzie  się coś opłacać, to nie zapłaci, zwolni i tyle. Ta sytuacja powinna się zmienić za kilka lat, kiedy rynek pracodawców zrówna się w prawach z rynkiem pracownika. Wtedy pracownik będzie mógł żądać wyższego wynagrodzenia a pracodawca będzie miał mniej do powiedzenia niż dziś. Rynku nie da się oszukać.

MN: Asymetria relacji pracownik-pracodawca zmieni się automatycznie, jeśli będziemy bogatszym krajem, czy to zależy od innych czynników?

RP: To zależy od rynku pracy, a nie od tego, czy kraj jest bogaty czy biedny.

MN: Czy można wobec tego stwierdzić, że ustawa o zmianie oskładkowania umów cywilno-prawnych rozpoczyna dobry kierunek, jako że większe koszty pracy zwiększą stabilność pracowników?

RP: Jeśli sytuacja na rynku pracy będzie trudna, to takie przeregulowanie prawa, jakie nam grozi za kilka lat spowoduje wyższe bezrobocie. A jeśli sytuacja na rynku. Gospdoarka będzie mniej przeregulowana, bardziej rynkowa, to pracownik będzie mógł wymagać od pracodawcy wyższego wynagrodzenia.

MN: Patrząc z antropologicznego punktu widzenia: co może oznaczać zmiana języka, jakiego zaczął używać Donald Tusk? Do grudnia 2013 premier w publicznych wystąpieniach mówił o umowach cywilno-prawnych, a pod koniec zeszłego roku zaczął je nazywać śmieciowymi?

RP: Uważam, że zawsze przyjmowanie retoryki związkowej jest niebezpieczne dla rządzących i prędzej czy później może się skończyć tym, że rząd stanie się zakładnikiem składanych obietnic. Swego czasu na takim populiźmie przegrał Leszek Miller. Im więcej państwa w gospodarce tym wolniejszy wzrost i więcej bezrobocia. A na końcu przegrana.

Rząd nie jest od tego, żeby realizować postulaty związków, tylko realizować działania  są dobre dla gospodarki. Czasami oczywiście mogą to być postulaty związków, ale nie w tym przypadku.

MN: Jaki według Pana byłby idealny system ubezpieczeń na rynku pracy? System z jednej strony elastyczny, a z drugiej gwarantujący bezpieczeństwo.

RP: Przede wszystkim, należałoby postawiać na zwiększenie konkurencyjności polskiej gospodarki. Przede wszystkim  poprzez jej deregulację i prywatyzację, skuteczne ale ograniczone państwo, wspieranie inwestycji i tworzenia wyższej wartości dodanej. To da szanse na wyższy wzrost. Wtedy pracownik będzie miał więcej do powiedzenia. Kiedy będzie miał więcej do powiedzenia (a co za tym idzie również większe zyski), wtedy naturalnie w systemie pojawi się więcej składek. Mamy nierówny system podatkowy i składkowy, najwięcej tracą na nim sami pracownicy, przedsiębiorcy na szczęście mogą płacić mniej. Ja bym raczej widział, taki kierunek, że ten system musi być ujednolicony w dół.

Przyjęliśmy w pewnym momencie model, w którym gros podatków idzie z VAT-u, czyli z podatków pośrednich i uważam, że powinniśmy dalej podążać tym nurtem, starając się przy okazji obniżać kolejne wydatki państwa, tak żeby można było obniżać składki, podatki i równać je w dół, zamiast do góry. I wyrównywać stawki aby ukrócić kombinowanie. Dodatkowo należy promować elastyczne formy zatrudnienia, czyli takie, które umożliwiają mężczyznom i szczególnie kobietom pracę na część etatu – to jest bardzo ważne.

MN: A co pan sądzi o podatku od Funduszu Płac?

RP: To jest rozwiązanie najgorsze z możliwych, bo podraża koszty pracy. Ja bym nie kombinował. Składka ma być indywidualna, po to, żeby emerytura była indywidualna.

Czyli po pierwsze niższe wydatki państwa, bardziej szczelny system, także poprzez niższe składki i większe przerzucenie na podatki pośrednie.

MN: Czy Pan faktycznie wierzy, że z indywidualnych składek będziemy mieć w przyszłości indywidualne emerytury?

RP: Cały czas wierzę, aczkolwiek mniej niż dwa lata temu.

Wywiad ukazał się w serwisie Liberté

 

44 Komentarze

  1. Zwiazkowcy sa to ludzie dla ktorych najwazniejszy jest pieniadz.
    W epoce przed Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii gornicze zwiazki
    zawodowe dostali olbrzymie pieniadze od Zwiazku Radzieckiego.
    USA i UK przeznaczali olbrzymie pieniadze dla Solidarnosci.
    Reasumujac za pieniadze zrobia wszystko.Dla zwiazkowcow najwazniesze
    sa ich wlasne kariery -robotnicy wogole nie obchodza.
    Zwiazkowcy to terrorysci ktorzy dla wlasnych korzysci potrafia
    wpedzic w kryzys najbardziej prosperujace miasto przyklad:Detroit lub
    panstwo UK przed okresem Zelaznej Damy,dlatego nalezy zdelegalizowac zzz
    zdradzieckie zwiazki zawodowe.
    Zapraszam w marcu 2015 do Edmonton County Court przeciwko zdrajcom ze
    zwiazkow zawodowych GMB
    Marian Lukasik
    00447985284791
    technik888@gazeta.pl
    linki:
    http://www.wiadomosci24.pl/artykul/polak_pozywa_brytyjskie_zwiazki_zawodowe_do_sadu_313197.html
    http://polscott24.com/the-county-court-at-edmonton/
    http://polscott24.com/zwiazkowcy-oszukuja-ludzi-i-bogaca-sie-na-ludzkiej-krzywdzie/
    http://anti-trade-unionists.blog.onet.pl/2013/05/
    http://polscott24.com/dlaczego-warto-glsowac-na-mnie-marian-lukasik/
    http://nowypolskishow.co.uk/?tag=marian-lukasik

  2. Rząd tworzą politycy, którzy co jakiś czas muszą wystartować w wyborach parlamentarnych. A kim są wyborcy, których głos jest tak cenny dla polityków? Pracownikami zrzeszonymi w związkach. Więc jak można robić coś przeciwko nim? Nie można. Niestety.

  3. ,,Rząd nie jest od tego, żeby realizować postulaty związków, tylko realizować działania są dobre dla gospodarki. Czasami oczywiście mogą to być postulaty związków, ale nie w tym przypadku” to jest Pana cytat

    Ja mam do Pana pytanie :jaka kształtuje się liczba porozumień zakładowych w Polsce w stosunku do krajów europy zachodniej.
    No bo pod wszelką wątpliwość nie bierzemy tego że instytucja związku zawodowego jest potrzeba bo/ w sejmie pracowników nie ma tylko są pracodawcy bo to w gruncie rzeczy byli burmistrzowie, prezydenci etc… a w prawie musi być przeciwwaga co do tego faktu chyba nikt nie ma wątpliwości/ mnie interesują liczby………..

  4. Jak zawsze państwo chce jeszcze więcej od swoich obywateli kasy wyciągnąć. Niech państwo najpierw wywali urzędników którzy prawie nic nie robią. 1 urzędnik może w tym momencie pracować za 5 w niektórych przypadkach.

    • Ja też uważam że związki zawodowe to zło wcielone tak samo jak 2/3 biedniejszej części polskiego społeczeństwa. Myślę że należy tych roboli i leni pozbawić jakiejkolwiek pensji a mogą oni pracować na plantacjach i w fabrykach zachodnich korporacyjnych panów, o których pan Ryszard petru słusznie dba (zwalczając tą socjalną miernotę). Ma pan petru rację, że wysokie zarobki są możliwe tylko wtedy gdy będziemy sukcesywnie obniżać pensję dla nierobów, co doprowadzi do powszechnego dobrobytu.
      Na pomnik Balcerowicza i Petru a strzelać do roboli jak im coś nie pasuje, takie powinno być prawo, żeby strzegło interes kapitalisty ponad jakiekolwiek roszczenia ze strony roboli.

  5. Każdy podwyżkę chce. Zgadzam się z tym, tylko niech małe firmy mają wyznaczony próg opłacalności, np. jeżeli nie osiągną odpowiedniego dochodu to powinni być zwolnieni z opodatkowania i z płacenia składek zus.

  6. Prawda jest taka że w tym kraju za dużo się wydaje na rzeczy zbędne.
    Wymiałczane renty, socjal dla meneli i nierobów, dotacje dla bezrobotnych (90% i tak po roku zostaje znowu bezrobotnymi) itd.
    To wszystko ma tylko zatuszować bidę na chwilę. Menel i tak wszystko przepije, nierób robił nie będzie a bar odgrzewający zapiekanki z lidla który dostał 20 tyś na otwarcie i tak podatków płacił nie będzie.
    Jest źle a będzie jeszcze gorzej.

    • Ja za jestem:
      -zlikwidować te renty, emerytury (emeryci są jeszcze rześkie mogą robić a renciści w internecie znaleźć sobie e-pracę) i zasiłki zlikwidować oraz biurokrację
      -po co mi papierek żebym sobie wybudował dom czy fabrykę, a jak się komuś nie podoba że śmierdzi, czy hałas to niech idzie do sądu się ze mną sądzić -zobaczymy kto wygra – w liberalnym kraju wyrok sądu można po prostu kupić – wystarczy mieć za co i gospodarka się rozwija
      -prawników wysłać na prawo, bo tutaj ich nie potrzeba i prawa też
      -wystarczy jeden akt: każdy może robić to na co ma ochotę i wtedy to wszystko ruszy
      Izhak Weissman

      -

  7. Ludzie! Emerytur na pewno nie zobaczymy! Kto sobie nie odłoży, będzie dziadował na stare lata. Jak oskładkują umowy cywilno- prawne to tylko zwiększy się udział szarej strefy. I więcej kasy dla zusu nie będzie. Podobnie jak z wpływami z podniesionego vatu.

  8. Związki zawodowe to po prostu patologia, sami związkowcy biorą po x tysięcy złotych i są wielkimi wyzwolicielami pracowników? wtf! czy ludzie tego nie widzą, ja nie rozumiem

  9. Nie chce być niemiły, ale ktoś mądry w Polsce kiedyś powiedział, cytuję „wszystkie związki na Powązki”. Jakkolwiek źle to brzmi, to hasło wraca jak bumerang…

    • W pełni popieram:
      - niech pracodawcy decydują ile godzin, za jakie stawki i w jakich warunkach ludzie pracują
      -może tak będzie że ktoś straci łapę w maszynie, albo ktoś zemdleje po 20 godzinnej robocie w polu (ale zawsze takich ludzi można by wywalić i przyjąć na to miejsce kogoś innego
      -sam głód zmusi ludzi do rzetelnej roboty jak dostaną 2 zł na godzinę to prawie dla roboli na papu starczy, emerytury czy świadczeń zdrowotnych nie potrzebują bo do emerytury raczej nie dożyją a jak ktoś się rozchoruje to może spokojnie umrzeć, gdy choroba się zaostrzy – po cholerę więc lekarz (chyba że dla przedsiębiorcy)
      -taki system zapewni bum inwestycyjny i skok rozwojowy naszej gospodarki
      -związki zawodowe sprawiają że w tym kraju prawie nikt nie pracuje poważnie, a tylko pensje by brał
      - w Niemczech jest inaczej, tam każdy pracuje a prawa przedsiębiorcy są na pierwszym miejscu
      -gdyby nie pomoc UE nasz leniwy kraj już dawno popadł by w ruinę

  10. Niestety prawda jest taka, że związki zawodowe to przeżytek ale są tak „wryte” w polską rzeczywistość, że ich likwidacja graniczy z cudem. Podobnie jak darmowy dostęp do świadczeń medycznych. Te poglądy powszechnie budzą sprzeciw ale niestety są konieczne, by było lepiej.

  11. A jak nie będzie związków zawodowych? kto powiedzcie mi….kto będzie walczył o prawa pracownicze, kto?! od razu pracujmy po 15 h na dobę, od razu bez świadczeń pracowniczych, bez ubezpieczeń…..

    • Tak to teraz uczą na polskich uniwersytetach że kapitalizm jest rynkowy i produkcyjno konsumencki , i dalej już tylko o giełdowym , dlatego związki wydają się złe , a przecież związki zachodnie w czasie RWPG pełniły rolę katalizatora zdrowego rozwoju kapitału i na giełdzie i na rynku . Kiedy upadł ZSRR , upadł straszak i posypała się klasa średnia w Ameryce . takie miasta jak Detroit już się nie rozwiną , wymarłe fabryki motoryzacyjne będą straszyć aż całe zje rdza . A związki są nie takie jak potrzeba , nastał czas by związki były branżowe i były jak kiedyś cechy w zawodzie od szkoły do grobu można było do nich należeć .

  12. Dzień dobry, zmienię trochę temat, bo inna rzecz mnie nurtuje. W ubiegłym tygodniu mieliśmy „okazję” poznać nasze PKB w I kw. 2014, które wyniosło 3,3%. Większość ekonomistów i pseudospecjalistów w radio Tok FM (które słucham namiętnie rano i Pana również) podniecało się, jakim to Polska nie jest mocarstwem rozwojowym i jak to te 3,3% świetnym wynikiem jest. Mnie martwi jedna rzecz – inflacja, która wyniosła bodajże w tym kwartale 0,3%. Także z wykształcenia jestem ekonomistką i wiedza, którą posiadam wcale nie napawa mnie optymizmem z tym PKB w relacji z bardzo niską inflacją. Faktem jest, że w zimie kiedy powinien być śnieg i działalność firm budowlanych zamrożona, to jednak miały możliwość pracy. Sektor sportów zimowych, który w tym roku legł w gruzach przyczynił się do hiper wyprzedaży, co także miało wpływ na inflację. Dostępne były warzywa i owoce w niższych cenach, bo warunki pogodowe sprzyjały producentom. Patrząc na swoją firmę handlową, widzę II kwartał jako dno gospodarcze i mam wrażenie, że to co się wypracowało w I kw. w II odbije się „czkawką”.
    Druga sprawa, to czy do PKB tym razem nie doliczono kontrowersyjnej unijnej dyrektywy o przychodach z nielegalnej działalności?
    Mam nadzieję, że w ciągu kilku dni, znajdzie Pan czas na obiektywny komentarz do całej tej szopki gospodarczej z jaką mamy do czynienia. Bo mi się wydaje, że obecnie instytucje takie jak GUS prowadzą propagandę sukcesu i przekłamują wyniki tylko po to aby stworzyć sztuczną atmosferę dobrobytu. A w Krakowie widać, że ludzie nie mają pieniędzy, korki się zmniejszyły, kolejek w sklepach nie ma, ludzie ograniczyli swoją konsumpcję.
    pozdrawiam,
    Słuchać poniedziałkowego EKG.

  13. W większości ma Pan rację, ale sedno wzrostu płac to niższe obciążenie składkowe pracodawców i pracowników przez co zmniejszyłaby się też znacznie szara strefa, a do budżetu państwa i tak wpłynęłoby więcej kasy niż obecnie;)

  14. Zostałem bezrobotnym. Byłem dzisiaj w Wydziale Działalności Gospodarczej w Bydgoszczy. zadałem jedno proste pytanie. Gdzie znajdę listę licencjonowanych na dzień dzisiejszy działalności. Mam kilka pomysłów na swoją przyszłość ale to czym się zajmę w dużej mierze zależy od tego czy musiałbym zdobywać licencję. Niestety w pokoju „Informacja” wspomnianego wydziału nikt nie umiał mi na to pytanie odpowiedzieć. Pan który mnie obsługiwał powiedział, że mam iść do kierownika, a jak on nie będzie wiedział to mam iść do Sejmu. Piszę do pana bo to Pan jest motorem polskiej przedsiębiorczości i pionierem zmian. proszę zatem Pana o odpowiedź na pytanie. Gdzie znajdę listę działalności gospodarczych na, które na dzień dzisiejszy potrzebna jest licencja ? Wierzę głęboko, że odpowie mi Pan na to pytanie bo chcę założyć firmę i być przedsiębiorczy i nie wyjeżdżać z Polski.

    • Minęło kilka dni od mojego zapytania i cisza. Tak więc widzicie, że to wszystko to tylko ściema. Polak który chce założyć w Polsce działalność gospodarczą pozostawiony jest sam sobie. Nawet czołowy polityk nie raczy odpowiedzieć. Panie Ryszardzie powiem Panu tylko tyle, że ja też wyjadę za chwilę z tego kraju bo za granicą jest łatwiej złożyć firmę niż w Polsce. I co najważniejsze nie olewają człowieka i nie czatują potem na niego jak go uwalić na parę złotych. Dziękuję Panu i Polsce za utwierdzenie mnie w przekonaniu, że nie ma tu czego szukać trzeba wyjechać z kraju i tam płacić podatki i ubezpieczenia bo przynajmniej w razie choroby człowieka przyjmą do lekarza. Pierwszy raz w życiu odpowiadam sam sobie na posta :) :)

  15. Cytat ; …. Zgadzam się z tą tezą w całości .I jeszcze jedno w firmach państwowych winno być ; zysk 0+ ( + niewielki ) płace na poziomie około średniej krajowej . Firmy państwowe mogą być prowadzone przez takich samych menadżerów co prywatne . Do nadzoru potrzeba jednak lepiej wyszkolonego aparatu ścigania i sądzenia , o czym przekonuje ostatni wyrok TK . O emeryturze nie może decydować wiek , ale lata pracy które mówią o wysokości składki pracownika , przedsiębiorcy , menadżera do wspólnej puli z której płaci się emerytury . A gdzie wzmianka o wydajności pracy , czy kopacza łopatą można równać z kopaczem koparką z łyżką np 1 m kubiczny ?

  16. Zasadniczo nie zgadzam się z tym liberalnym betonem -autorem tego marnego wywiadu, (rzecz jasna to eufemizm – nazwałbym go z ochotą inaczej, ale ja jestem dżentelmenem a nie jak on stołkowym). Wątpię czy ten karierowicz-lobbysta zrozumie tutaj, co piszę ale kieruję swój wywód do innych czytelników, bardziej wymagających intelektualnie od przewodniczącego Towarzystwa Ekonomistów Polskich.
    Najwyższy czas skończyć z służalczą rolą polskich ekonomistów na rzecz wielkiego kapitału i sprowadzeniem człowieka do roli kosztowego czynnika produkcji.
    Po pierwsze należałoby zauważyć, że w Polsce siła robocza jest bardzo tania (nawet uwzględniając stosunkowo niską wydajność naszej gospodarki (chociaż szybko rośnie i już stanowi około 70% średniej UE), proporcjonalnie udział płac w wartości dodanej jest bardzo niski w porównaniu z cywilizowanymi krajami – nie mówiąc już o aspiracjach płacowych Polaków i o różnicach w zarobkach z zachodnimi krajami, która od 10 lat zasadniczo prawie nie maleje). Udział płac w relacji do PKB stanowi już tylko 35%, a w krajach wysoko rozwiniętych około 50-60% PKB.
    Nawet jeśli do tego udziału płac dodać pozostałe narzuty na wynagrodzenia, doliczyć szarą strefę to jego wartość w ramach PKB nie przekroczy 55%. To oznacza że wynagrodzenia kapitału w Polskiej gospodarce są ogromne. Ich wartość przekracza wyraźnie 45% PKB (udział dochodów kapitałowych w ramach PKB). Istotna część dochodów kapitału powstaje bowiem poza PKB (w myśl mojej koncepcji, że dochody są zawsze istotnie wyższe od PKB – te ekstra dochody stanowią saldo konsumpcji zrealizowanej w wyniku przyrostu zadłużenia i wartości skupionego majątku spoza PKB w danym okresie). To oznacza, że dochody brutto z kapitału stanowią nawet 60% PKB i podobna wartość brutto przypada na płace. Należy dodać tutaj, że w Polskich warunkach tylko część zdefiniowanego przeze mnie przewyższenia dochodu powstaje w wyniku skupu aktywów (na rzecz konsumpcji) i emisji kredytu konsumpcyjnego a druga część wynika z ukrytego transferu kapitału za granicę (obniżającego wyraźnie poziom zrealizowanego polskiego PKB). W ten sposób firmy zagraniczne (banki, sieci handlowe i korporacje przemysłowe i usługowe) transferują od 8-12% PKB, stanowiącego nieopodatkowany w Polsce dochód i ukrywającego skalę „kolonialnego uzysku na Polsce”. Ukryty transfer realizuje się zaniżając przychody lub podnosząc koszty, względnie tworząc nowe fikcyjne pozycje kosztowe. Zresztą księgowi tych firm (czy księgowi tzw. wielkiej czwórki firm audytorskich) zasypaliby was przykładami.
    Reformy nie należy bezkrytycznie robić kosztem niskich płać i niskich narzutów na płace (nawet jak pan Petru pozornie mówi inaczej) ale zacząć od prawdziwego opodatkowania w Polsce kapitału. Dodatkowo należy też wprowadzić progresję podatkową dla ludzi najlepiej zarabiających (z górnym limitem na poziomie przynajmniej 45% – zaznaczam jestem dużo mniej pazerny niż na zachodzie, gdzie te progi są wyższe). Należałoby, z kolei radykalnie uprościć cały system podatkowy (w tym system składek ubezpieczeniowych na płace) i wprowadzić niskie podatkowe (i nie tylko zresztą) bariery wejścia dla małych firm. Podatki powinny rosnąć wraz ze wzrostem dochodu a nie mieć np. sztywną, degresywną składkę na FUS. W miejsce jednego uniwersalnego, (mającego nieskończoną przestrzeń do potencjalnego podatkowania) podatku dochodowego, powinno być kilkanaście (kilkadziesiąt) tytułów do płacenia podatku dochodowego. Byłyby one odrębne od świadczeń społecznych (te drugie musiałyby być nakładkowe a nie zespolone z systemem podatkowym). Nowe podatki dochodowe powinny być też skorelowane z VAT’em który też należałoby radykalnie uprościć. Można by wprowadzić uniwersalne opodatkowanie wszystkich płac, z jedną procentową zryczałtowaną składką ubezpieczeniową i progresywnym podatkiem dochodowym z wysoką kwotą wolną od podatku. Odrębne dotacje celowe do wynagrodzeń uzupełniałyby natomiast różnicę wynikającą z formy zatrudnienia czy poziomu wynagrodzenia i efektywnie obniżałyby opodatkowanie i oskładkowanie płacy. Takie dotacje byłyby elastyczne, można by je łatwo modyfikować nie psując całego systemu. Przy czym zdaję sobie sprawę, że mówię o idei a nie o praktyce, bo opór byłby ogromny, nie tylko ze strony bogatych ale też z wielu innych miejsc, z komisją europejską na czele.
    Uzyskane wysokie wpływy z podatków dochodowych (opodatkowanie kapitału i wysokich dochodów z pracy, oraz ekstra dochodów podatkowych uzyskanych ze wzrostu opodatkowania nieruchomości) należałoby przeznaczyć na wielomiliardowe fundusze realnie wspierające rozwój wydajnego i innowacyjnego polskiego przemysłu, ale także polskich innowacji, wspomagających jego rozwój i w dalszej kolejności na tworzące wysoką wydajność pracy miejsca w usługach, na szkolenia, przekwalifikowania zawodowe pracowników i podnoszenie kompetencji zawodowych Polaków, itp.
    Tworzenie inwestycji komercyjnych (zwłaszcza) ale i publicznych nie jest łatwe. Nie rozwijam tutaj tematu jak należałoby to zrobić (musiała by być dołączona odrębna książka – tutaj jest potencjalnie najefektywniejsza przestrzeń zmian) i taki olbrzymi potencjał rozwiązań wynika z samej ekonomii, jeśli się ją rozumie. Przykładowo, gdy się rozumie jak działa strukturalnie projekt inwestycyjny i jak strukturalnie dać mu chociaż względne przewagi w stosunku do konkurencji. Poza tym należy rozumieć jak tworzyć przepływy finansowe na rzecz inwestycji w sakli makro (dotacje względem uzyskiwanych wpływów podatkowych). To oznacza, w jakim stopniu i w jaki sposób dofinansować np. przemysł aby uzyskać efekt w postaci, luki popytowej dla usług –które stworzą nowe miejsca pracy i będą generować podatki.
    Te wszystkie potencjalne działania wymagałyby szerokiej akceptacji. Już sama interwencja w gospodarkę na taką skalę jest dla liberałów nie do przełknięcia. Poza tym w taki sposób stworzono by realną konkurencję nie tylko ideologiczną dla systemu ekonomicznego, ale też konkurencję dla realnych międzynarodowych firm (banków, koncernów przemysłowych, sieci handlowych). Barierą rozwoju nigdy nie jest bowiem brak oszczędności, jak postuluje klasyczna ekonomia (ich jest zawsze za dużo) a perspektywa nadprodukcji. To z tych powodów światowe koncerny nie inwestują na masową skalę (a jedynie dostosowawczo do popytu) w różnych częściach świata. Należy zauważyć, że już dzisiejsza produkcja wystarcza z powodzeniem, by zabezpieczyć mający pokrycie w dochodzie popyt. Gdyby te firmy zaczęły masowo inwestować to za 5 lat rentowne moce produkcyjne wzrosłyby o 80% a sprzedaż o 20%. To diametralnie popsułoby efektywność przedsięwzięć inwestycyjnych. Przedsiębiorcy nie są idiotami i nie chcą się doprowadzić do bankructwa, po za tym inwestują spore sumy i swój wysiłek, żeby na nich realnie zarabiać a nie wyjść na zero plus. Kapitał nigdy nie dąży do tzw. krańcowej efektywności (jak fundamentalnie błędnie i w tym aksjomacie zakłada szkoła klasyczna). Przy niskich projektowanych stopach zwrotu wzrasta radykalnie ryzyko niewypłacalności (i bankructwa) przy nawet umiarkowanym ryzyku. Każdy inwestor wie, że im mniejsze ryzyko tym akceptowalny niższy zarobek. To dlatego, większość realnych biznesów w przemyśle i usługach nie może projektować niskiej stopy zwrotu, bo to radykalnie zwiększałoby ryzyko inwestycji. Przedsiębiorcy rozumieją te prawa intuicyjnie, wywodząc je z praktyki (nie ulegają zatem akademickim bzdurą). Z tych powodów, nadmiar kapitału nigdy nie utworzy przykładowo, kolejnych fabryk, o coraz niższych projektowanych i realizowanych stopach zwrotu, ale odpowiednio wcześnie nadmiar oszczędności zostanie zainwestowany w aktywa pasywne (cechujące się niskimi stopami zwrotu – nie oznacza to, że wykazującymi krańcową efektywność). To właśnie to ujście (stanowiące nadwyżkę dochodów nad produkcją w gospodarce) dyskwalifikuje liberalny system ekonomiczny, czyniąc go nieefektywnym a nie tylko niesprawiedliwym. Idąc dalej to właśnie załamanie się pasywnego inwestowania (bo w konsekwencji doprowadziło do zbyt wysokich ceny aktywów, oraz coraz większej groźby niewypłacalności dłużników). Ostatecznie pasywne alokowanie oszczędności prowadzi do gwałtownej redukcji pasywnych inwestycji i w konsekwencji do kryzysu. W kryzysie nadmiar oszczędności zalega w bankach (powiększając nadpłynność sektora) a także finansuje coraz mniej efektywne ekonomicznie inwestycje. Przykładowo, zamiast nowych maszyn produkcyjnych firma zwiększa poziom kredytu kupieckiego dla swoich odbiorców (zwiększając w ten sposób poziom należności handlowych w bilansie).
    Wychodzenie z kryzysu wiąże się ze zmniejszaniem przewyższenia dochodu nad produkcją a nie z jego wzrostem. Potrzebne są najpierw wysokie podatki od bogaczy. Potem niezbędne są nowe inwestycje zwłaszcza zwiększające szybko wydajność pracy i poziom mocy wytwórczych w gospodarce (oczywiście musi się to dziać wbrew logice wolnego rynku – podmioty same nigdy z własnej woli nie pokuszą się o inwestowanie w nadprodukcję). Doprowadzi to rzecz jasna do wycofania się z rynku (względnie bankructw) najsłabszych podmiotów i doprowadzi do nowych inwestycji te firmy, które będą chciały podląc rywalizację z liderami. W konsekwencji tylko taki notoryczny wyścig, oparty o realizację nowych coraz wydajniejszych inwestycji (gdzie cześć przedsiębiorców kończy swoją działalność, przenoszą się do innych branż a później stając się już tylko pasywnymi rentierami) zapewnia szybki rozwój. Inwestycje zapewniające ciągły wzrost plac, (generujący relatywnie niską inflację) w wyniku szybkiego wzrostu wydajności pracy w gospodarce (a zwłaszcza w przemyśle) i utrzymania w ryzach wynagrodzeń kapitału, (też dzięki wzmożonej konkurencji). Taka aktywna ekonomia (zagospodarują ca nadmiar oszczędności znacznie bardziej efektywnie, niż to jest obecnie) jest możliwa tylko przy właściwej (nie mającej precedensu) interwencji państw w gospodarce. Sam wolny rynek nigdy nie poradzi sobie z nadmiarem oszczędności, z efektywnymi inwestycjami i z racjonalnym zarządzaniem zasobami w gospodarce (wiedza, ziemia inwestycyjna, przyroda, surowce, energia). Rynkowy proces zarządzania tym wszystkim prowadzi bowiem do nieuniknionych monopoli, do przejmowania kontroli nad zasobami a w konsekwencji do stagnacji. Wówczas garstka bogatych ma wszystko a większość społeczeństwa na całe dziesięciolecia nie może poprawiać realnie swej sytuacji materialnej a demokracja staje się czystą fasadą.

    Sławomir Bożek

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.