W końcu koniec kryzysu

Przełomowym i symbolicznym był dzień, kiedy na początku kwietnia Grecja wyemitowała pierwsze od czterech lat obligacje. Bo przecież jeszcze dwa lata temu był to zupełny bankrut. Nie dość, że nikt nie chciał im pieniędzy pożyczyć, to jeszcze całkiem sporo poważnych osób opowiadało się za wypchnięciem tego kraju ze strefy euro. A tu nie dość, że już nie bankrut, to jeszcze zdobywa zaufanie rynku finansowego. Grecja zdołała 3 miliardy euro pięcioletnich obligacji wyemitować z oprocentowaniem poniżej 5 proc., a kupić ich chciano sześć razy więcej niż rząd oferował. To bardzo dobry wynik. I naprawdę niskie oprocentowanie. Dla porównania – Polska musi płacić za emisję swojego długu poniżej 4 proc. Ten powrót na rynek można porównać do sytuacji pacjenta, który po raz pierwszy po długiej chorobie został odstawiony od kroplówki. Wciąż jest schorowany, przyjmuje medykamenty, ale chodzi już o własnych siłach.

Wyjście Grecji na rynek było symboliczne. Ważniejsze jednak jest to, że według większości prognoz w tym roku wszystkie kraje Unii Europejskiej (oprócz Cypru) wejdą na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Wzrost co prawda będzie mizerny, bo w okolicach jednego procenta, ale to w końcu wzrost. W tym roku trudno się spodziewać poprawy na rynku pracy w krajach, które przed chwilą jeszcze były w recesji. Bezrobocie wciąż więc będzie wysokie, płace nie wzrosną specjalnie, ludzie znacznej poprawy nie odczują. Rynek pracy reaguje z opóźnieniem na tę powolną poprawę w realnej gospodarce, szczególnie jeśli nie jest ona oparta na silnikach wewnętrznych, jakimi są inwestycje i konsumpcja. Lepszy ma szansę być dopiero rok 2015, kiedy dziś obserwowane ‘jaskółki’ przerodzą się w stałe trendy.

Otrąbiam koniec kryzysu, ale pamiętam, że większość krajów europejskich jest zadłużona po uszy, a niektórzy, w tym m.in. Grecja (dług to 170 proc. PKB), nie będą nigdy w stanie spłacić obecnego zadłużenia. Kryzys zadłużeniowy trwał więc będzie, ograniczając tym samym potencjał wzrostu. Z drugiej jednak strony część krajów, które jeszcze niedawno były na kroplówce, wychodzi z kryzysu bardziej konkurencyjne. Widać to w przypadku doskonałych wyników eksportu irlandzkiego czy hiszpańskiego. O jedną czwartą tańsza jest też Grecja, która co prawda nie jest mocarstwem przemysłowym, ale musi postawić na eksport, aby wyciągnąć się z dołka.

Proponuję na 2014 lekki optymizm. Na poziomie całej Europy. Tego nam było od dawna potrzeba, bo nic tak nie mobilizuje prywatnego biznesu jak poprawa perspektywy. Po tych kilku latach kryzysu okazało się, że działania oszczędnościowe (tak krytykowane) i reformy strukturalne (tak niechętnie wprowadzane) były niezbędne. Pierwsza wyszła z kryzysu Irlandia, tam pakiet reform był najgłębszy i konsekwentnie realizowany. Ostatnia wychodzi Grecja, biedniejsza, ale tym samym i tańsza. Dla Polski to szansa, ale zarazem i wyzwanie. Zielona Wyspa to śpiew przeszłości – teraz czeka nas rosnąca konkurencja głodnych sukcesu krajów Południa Europy.

Artykuł ukazał się w magazynie Forbes 2014/05

53 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.