Wciąż będą drukować

Według agencji S&P straty spowodowane zamknięciem rządu USA przez 16 dni wyniosły 24 miliardów dolarów, czyli 0,6 proc. PKB. To sporo jak na tak krótki okres. Wciąż jednak nie ma pewności czy 7 lutego, czyli w dniu kiedy upłynie kolejny termin na zwiększenie limitu amerykańskiego długu, znów uda się obu partiom dogadać. A rynki – tak jak były entuzjastyczne w okresie shutdown, tak są i teraz. Bowiem paradoks dzisiejszych czasów polega na tym, że trudności budżetowe nie zachwiały nastrojów rynkowych, wręcz przeciwnie – zwiększyły prawdopodobieństwo opóźnienia całej operacji ograniczenia luzowania monetarnego. Horyzont rynków  finansowych po całym kryzysie finansowym zamiast się wydłużyć – znacznie się skrócił. Wiadomo przecież, że prędzej czy później polityka taniego pieniądza musi się skończyć, niestety świat finansów uzależnił się od niego jak od morfiny – im więcej podają, tym lepiej, a później -jakoś to będzie. Co więcej, najlepszym rozwiązaniem dla rynku byłaby sytuacja, w której przy poprawiających się wskaźnikach gospodarczych FED nie zaprzestawałby druku pieniądza. Ciekawe, czy za odchodzącego prezesa FED członkowie komitetu decydującego o stopach procentowych zdecydują się wynieść tę wazę z ponczem. Znane powiedzenie bankierów centralnych mówi bowiem o tym, że należy ją wynosić wtedy, kiedy impreza zaczyna się na dobre rozkręcać. Patrząc na kolejne rekordy indeksów giełdowych i szaleństwo w napływie kapitału na rynki wschodzące, wygląda raczej na to, że impreza już trwa na dobre.FED w czerwcu zapowiedział, że tak długo jak poziom bezrobocia nie spadnie poniżej 7 procent, nie ma sensu wstrzymywać programu pompowania w gospodarkę 85 miliardów dolarów miesięcznie. Co prawda poziom ten nie został osiągnięty, ale jest już bardzo blisko – ostatnie dane wskazują na wskaźnik wyższy od oczekiwanego poziomu o 0,3 punktu procentowego. Stąd też zapowiedź rychłego wychodzenia z tego programu, później skorygowana, gdyż wywołała nadmierną reakcję rynkową. Niemniej gospodarka amerykańska, pomimo zawirowań politycznych, ewidentnie wyszła z kryzysu. Teraz głównym wyzwaniem będzie odstawienie sterydów i zajęcie się długiem publicznym, który przekroczył już poziom 100 proc. w relacji do PKB.

Tyle, że zarówno Bernanke, jak i tym bardziej przyszła prezes FED Yellen, bardziej obawiają się spowolnienia w wyniku zbyt wczesnego odstawienia kroplówki niż wstrząsów na rynkach finansowych i w krajach zaliczanych do rynków wschodzących.  Stąd też moja obawa, a zarazem nadzieja rynku, że w najbliższych miesiącach te 85 miliardów dolarów nadal będzie wpływać co miesiąc do gospodarki. Szczególnie, że z powodu „zamknięcia rządu” pojawiają się już wątpliwości co do jakości danych zbieranych w październiku, szczególnie dotyczących rynku pracy. Kolejne pełnowartościowe dane znane będą dopiero… w grudniu, informując o statystykach listopadowych. To może być dodatkowy czynnik, wspierający postawę oczekiwania. Zarówno na nowego szefa FED-u, jak i na ostateczne rozstrzygnięcie kwestii limitu długu, o czym, jak już wie cały świat, muszą wspólnie zadecydować Demokraci i Republikanie.  Jeśli się znów nie dogadają, to czeka nas kolejne zamknięcie rządu, co dziś wcale nie wydaje się nierealne.

Dlatego też wygląda na to, że wciąż będą drukować dolary. Zapewne nie zaszkodzi to Ameryce tak jak światu, gdyż kraj ten ma tę przewagę nad innymi, że jest w stanie eksportować część swoich problemów. I tak się dzieje i tym razem.

15 Komentarze

  1. Mówi się, że Chiny to kolos na glinianych nogach, jednak według mnie USA pod tym względem wcale nie są lepsze. Niby takie tęgie głowy tam doradzają a popełniają tyle błędów, z chciwości oczywiście.

  2. Ty na ekonomii się znasz, jak wilk na lotach kosmicznych -panie ekonomisto od siedmiu boleści. Umiesz tylko opisywać uwarunkowania. poprawnie używasz języka polskiego i znasz nie źle angielski. Poza tym totalne dno.
    Rusz tym petrusowattym saganem i pomyśl. Zadanie dla ciebie: dochody w gospodarce są wyższe od produkcji. Jak tę nierówność zaczniesz ogarniać panie „ekspercie od alternatywnych rzeczywistości” to zaczniesz odkrywać prawdę o gospodarce. Na razie nie masz o tym bladego pojęcia.
    Żaden kryzys się nie skończył, to początek problemów a twój ukochany liberalny kapitalizm dogorewa. Na nic wasz wszechogarniający lobbing. Brak poprawy materialnej zwykłego obywatela spowoduje że demokracja weźmie was za łby. Wasz największy błąd polega na tym, że zostawiliscie demokrację – należało wdrażać dyktaturę.
    Tak za parę lat ryśku, w najlepszym wypadku wyląduje z gołą d…. na ulicy. Zobaczysz LIBERALE ;) ha ha ha

    • to nie jest kwestia znania na ekonomi
      bo ten Pan się zna
      tylko zapomniał ze 2+2 = 4
      w ekonomi której źródłem jest matematyka która jest z kolei królową nauk nie można tworzyć zasad i pojęć bez pokrycia
      to nie jest problem samej ekonomi
      każda dziedzina opatrzona jest pojęciami z księżyca
      medycyna również /tworzy się coś czego nie ma zapominając o źródle /-to jest ludzka natura

  3. W pełni zgadzam się z konkluzją niniejszego tekstu, że jeżeli polityka dodrukowywania dolara komuś zaszkodzi, to w mniejszym stopniu USA niż reszcie świata. Nie ma co się łudzić, że będzie inaczej.

  4. Śmieszy mnie ta cała Europa (nie dziwię się, że Brytony chcą referendum w sprawie wyjścia). U nas wygraliśmy z kryzysem, wogóle go nie było wręcz, a szacowane bezrobocie waha się około 13%. W Stanach głęboki kryzys, tu w Europie aż nie mogli na to patrzeć, a bezrobocie osiąga maks. 7%. Czy nie wynika to czasem z faktu, że tam się ludziom chce pracować nawet/szczególnie w okresie kryzysu? Chyba tak. U nas zbyt dużo tych depresji ;D.

    • Problem polega na tym, że świat nie może dopuścić do bankructwa dolara. Musi kupować te ich obligacje w nieskończoność. A Ameryka na tym korzysta i żyje ponad stan.

  5. W ostateczności zapłacą wszyscy wskutek skoku inflacji powstałej z nadmiernej ilości dolara … Ale kto tym się dzisiaj przejmuje ?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.