Jak więcej płacić

Artykuł ukazał się w magazynie Forbes

Problem z tym wzrostem płac jest wyolbrzymiony. Dla firm, w których płace rosną szybciej niż wydajność, w dłuższej perspektywie nie ma przyszłości. Bo przez jakiś czas ten szybszy wzrost płac zjadać będzie zyski, aż do momentu, kiedy zyski przerodzą się w straty.

Jak rozumiem apel o podwyżki dotyczy tych, których na to stać i którzy w większym niż dotychczas stopniu powinni podzielić się z pracownikami tym, co się wspólnie uda wypracować. Brzmi dość przekonywająco. Zanim jednak sięgniemy do kieszeni pracodawców, musimy zrozumieć czy ta niechęć do płacenia wynika ze złej woli, czy też z czegoś więcej. Porównując więc udział wynagrodzeń w gospodarce pomiędzy Polską a Europą, powinniśmy sobie odpowiedzieć, z czego ta różnica wynika.

Po pierwsze, większość inwestycji w Polsce finansowana jest z własnych kapitałów. W mało którym kraju kredyt bankowy jest źródłem tylko dla 30 proc. inwestycji. Koszt oprocentowania kredytu w Polsce jest wyższy niż w większości zamożnych krajów strefy euro. Po drugie, mało kto wierzy, że obecne niskie stopy procentowe będą na tak niskim poziomie przez dłuższy czas. Te dwa czynniki mają fundamentalne znaczenie dla polskich przedsiębiorców – muszą oni bowiem finansować swe inwestycje głównie z wypracowanego zysku, a za wspierający kredyt płacą więcej niż inni. I łatwo go nie dostają. Po trzecie, wszyscy polscy eksporterzy biorą całe ryzyko kursowe na siebie – importera z Niemiec czy Holandii nie interesuje, jaki jest kurs wymiany euro na złotego w dniu dostawy. Polski przedsiębiorca musi mieć „przestrzeń finansową” na tego typu ryzyko. Skrajny wariant zmian w OFE, który wciąż mam nadzieję nie będzie ostatecznym, odciąłby kolejne źródło finansowania polskich firm, jakim były finansowane przez fundusze emerytalne IPO i obligacje korporacyjne. W tym naprawdę niełatwym jak na warunki europejskie świecie, polski przedsiębiorca musi sobie radzić. Ktoś powie, że 200 miliardów depozytów firm wygląda na przesadne zabezpieczenie. Ale to nie są pieniądze firm przeznaczone na bieżące wydatki czy na zbytki właścicieli. Pieniądze te czekają na dobry moment, na zainwestowanie ich w nowe technologie, zwiększenie mocy wytwórczych czy też po prostu na niezbędne podtrzymanie obecnego stanu produkcji. Tyle o ograniczeniach.

Coraz więcej firm jest skłonnych „płacić więcej”. To płacenie więcej nie polega jednak na podwyższaniu wynagrodzeń, lecz na zwiększaniu udziału części zmiennej, uzależnionej od wyników. Czyli im więcej uda nam się wspólnie zarobić – tym więcej będziesz miał w kieszeni. Taki system przypomina trochę pracę akordową, ale powiedzmy sobie wprost: wynagrodzenia z umów o pracę są kosztem stałym przedsiębiorstwa, a udział w zyskach – już nie. Każdy odpowiedzialny przedsiębiorca musi ograniczać koszty stałe – inaczej pierwsze lepsze załamanie w branży może doprowadzić do jego upadku. Tyle że przejście na znacznie większy udział części zmiennej nie jest chyba tym, o co chodziło Erykowi Stankunowiczowi w tekście?

I na koniec pamiętajmy: w silnym spowolnieniu rynek pracy jest rynkiem pracodawcy. Pracodawca szuka oszczędności wszędzie, żeby przetrwać. W latach 2006-2008 było inaczej, pracownik mógł żądać, a pracodawca płacił w obawie przed utratą fachowca. Za dwa lata nasz rynek pracy powinien wrócić do pewnej równowagi, ale przez długie lata będzie inny od tego na Zachodzie.

11 Komentarze

  1. Nooo czyli dopóki nie zmieni się to, że zacznie brakować fachowców to pracodawcy będa cieli koszty na każdym pracowniku ale na pewno przyjdzie czas gdzie docenią brak fachowca

  2. Wszystko to się zgadza bo sam jeszcze niedawno byłem pracodawcą. Podstawowa kwestia to obciążenia stałe pracodawców, a w szczególności ZUS za pracowników i pracodawców. Gdyby ktoś w rządzie dobrze to przemyślał to obniżenie tych stałych obciążeń paradoksalnie zmniejszyłoby znacznie szarą strefę i zwiększyło wpływy do budżetu Państwa, a co najważniejsze odciążyłoby koszty stałe pracodawców i mogłoby się przyczynić trwale do wzrostu płac !!!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.