Czy grozi nam druga fala kryzysu

Nie chodzi o to aby straszyć. Zadaniem ekonomisty jest również opisywanie prawdopodobnych scenariuszy różnych od wariantu bazowego. Dzisiejszy świat jest tak globalny, że niespotykane wcześniej powiązanie gospodarek oznacza większą niepewność. Zbyt wiele bowiem czynników wpływa na ostateczne skutki procesów gospodarczych.I szybkość reakcji jest wyjątkowa – kryzys w jednej części świata błyskawicznie sieje spustoszenie również w drugiej.

Tym razem główne ryzyko znajduje się w Europie, a dokładniej w strefie euro. Wchodzimy w rok 2011 z nierozwiązanymi problemami fiskalnymi kilku krajów europejskich i nieopracowanym mechanizmem wychodzenia z kryzysu fiskalnego. Tak naprawdę przez ostatnie kilka miesięcy przywódcy europejscy nie zdołali odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące strategii wyjścia. Przyjęte ostatnio rozwiązania dotyczą przyszłości po roku 2013, podczas gdy problem hiszpański czy włoski trzeba będzie rozwiązywać już w pierwszych miesiącach przyszłego roku. W tym czasie Irlandia, Portugalia, nie wspominając o Hiszpanii i Włoszech, będą rolowały część swego długu na rynkach finansowych. Istnieje poważne ryzyko, że któraś z aukcji będzie miała gorszy przebieg, co doprowadzi do lekkiej paniki na rynkach i przy splocie niekorzystnych wydarzeń może doprowadzić do zakwestionowania możliwości obsługi długi Hiszpanii czy Włoch. Dla nas taki scenariusz oznaczałaby ucieczkę kapitału z rynków wschodzących, znaczne osłabienie złotego i wzrost rentowności obligacji. W najgorszym scenariuszu nawet ryzyko niemożności obsługi długu przez niektóre kraje rynków wschodzących, w tym Polskę. Nasz dług na tle Europy nie wygląda jeszcze najgorzej, ale jak na kraj zaliczany do rynków wschodzących jest wysoki. W przypadku drugiej fali kryzysu Polska będzie na pierwszej linii frontu. Na szczęście ostatnio podjęto decyzję o zwiększeniu kwoty elastycznej linii kredytowej z MFW do 29 miliardów dolarów. Wszyscy mamy nadzieje, że nie trzeba będzie z niej skorzystać, ale dzisiaj niepewność na rynkach finansowych jest znacznie większa niż jeszcze rok temu. Na zimne trzeba dmuchać.

Najbliższe miesiące, a może nawet kwartały, to okres w którym wciąż będą padały pytania o trwałość strefy euro. Jeśli politycy europejscy nie znajdą odpowiedzi na pytanie jak rozwiązywać problemy krajów nie będących w stanie obsługiwać swojego zadłużenia, jak w sposób kontrolowany przeprowadzić proces wyjścia kraju ze strefy euro, tak długo rynek wciąż będzie obawiał się wariantu trwałego jej rozpadu. Nie jako procesu zaplanowanego ale jako nieskoordynowanego przebiegu wypadków. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest naszkicowanie potencjalnej ścieżki wyjścia, choćby nawet teoretycznej, aniżeli zaklinanie, że taki wariant nigdy się nie zrealizuje. Dziś jednak wciąż mam wrażenie, że dominuje ten drugi sposób myślenia.

Jak obniżyć polski dług

Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że w przyszłym roku dług publiczny w relacji do PKB przekroczy 55%. Jest to pierwszy poważny limit wpisany w ustawie o finansach publicznych, który narzuca znaczne redukcje wydatków w latach kolejnych. Przekroczenie limitu w 2011 oznaczałoby oszczędności w 2013. Ale koszty rynkowe, jak również polityczne przekroczenia limitu 55% będą natychmiastowe. Politycznie można sobie wyobrazić. Reakcją opozycji w roku wyborczym na przekroczenia limitu będzie krzyk, że polskie państwo bankrutuje. Znaczne poważniejsze i dalekosiężne byłyby jednak skutki ekonomiczne i wizerunkowe.

Rynkowi finansowemu bardzo podoba się zapis z naszym limitem długu na poziomie 55%. Ustawa bowiem jasno mówi co się wydarzy w momencie jego przekroczenia.To polskie rozwiązanie instytucjonalne – wyjątkowe w Europie – jest ważnym czynnikiem stabilizującym. Pod warunkiem jednak, że zobowiązanie to naprawdę będzie realizowane. Bo co to za limit który nie jest przestrzegany. Jak dotychczas wszelkie zabiegi polskiego rządu są skierowane na poszukiwanie takich rozwiązań, które nie dopuszczą do przekroczenia tego poziomu. Co więcej odnoszę wrażenie, że nie ma dziś pomysłów aby zmienićlimity długu zapisane w ustawie o finansach publicznych. Politycy mają chyba świadomość ile może kosztować manipulowanie przy limitach w tak nerwowym okresie na rynkach finansowych z jakim mamy obecnie do czynienia. Stąd decyzja o podwyżce VAT, podwyżkach akcyzy i regule wydatkowej.

O ile zmiana zapisów ustawy o finansach publicznych mogłaby być postrzegana jako zasadnicza zmiana reguł gry o tyle dominuje przekonanie, że zmiany poziomu składki do OFE zostanie przez rynek finansowy niezauważone. Lub też nawet dobrze przyjęte – bo zmniejszą przecież realną wysokość potrzeb pożyczkowych. Obawiam się, że tak nie jest. Rynek finansowy ma świadomość tego, że debata o OFE w Polsce odbywa się nie dlatego, że nowy system emerytalny nie działa, tylko dlatego, że możemy w przyszły roku przekroczyć ustawowy limit długu do PKB. Innymi słowy celem obniżenia składki do OFE jest unikniecie zderzenia się z tym limitem. Czyli chodzi o to samo co w przypadku zmiany progów długu. Śmiem postawić tezę, że obniżenie wysokości składki może być tożsame z manipulacją przy progach. Bo taka zmiana oznaczałaby, że wszystko jest płynne. Nie ma pewnych reguł gry. Niektórzy mogą sobie nawet zadawać pytanie, czy po zmianie poziomu składki nie pojawią się inne inicjatywy aby oddalić w czasie (na papierze) te groźne limity długu. Wtedy pojawia się pytanie po co wprowadzać ustawowo limity, których za pomocą zmian innych zasad chce sięunikać.

Tak czy inaczej obniżając składkę do OFE żadnego strukturalnego problemu polskiej gospodarki nie rozwiążemy. Dla rynków finansowych znacznie bardziej zrozumiałym działaniem byłoby na przykład podniesienie stawki VAT o kolejne 2 punkty procentowe. Ograniczyłoby to potencjał polskiej gospodarki, ale nie zepsułoby reputacji, gdyż byłby to ruch z arsenału działań standardowych.

Było już wiele apeli o obniżanie wydatków w celu wyhamowania tempa narastania długu. Ale oprócz licznika trzeba również pamiętać o mianowniku. To nie jest tak, że polska gospodarka jest skazana na czteroprocentowe tempo wzrostu gospodarczego. Reformy podażowe, jak dalsza liberalizacja kodeksu pracy, szybka prywatyzacja, dopuszczanie konkurencji do zmonopolizowanych sektorów (choćby takich jak poczta czy koleje), liberalizacja rynku produktu mogą dać Polsce szanse na szybsze tempo wzrostu niż osiągane teraz. Dużo się mówi np. o walce z szarą strefą, a najlepszym sposobem na jej znacznie zmniejszenie byłoby ujednolicenie stawek VAT. W okresie wyborczym może to się kojarzyć ze spotami z pustą lodówką, ale prawda jest taka, że zróżnicowanie stawek VAT zachęca do kombinowania.

Jak nie teraz, to po wyborach przydałby się program poważnych reform podażowych, po to aby nie trzeba był manipulować ani przy składce do OFE ani przy limitach długu. Bo takie działania w krótkim okresie oddaliłyby być może problem, ale w długim obniżyłyby reputację i podniosłyby koszty.

Dlaczego przyszli emeryci mają płacić za błędy PiS

Zaskoczył mnie wywiad Bogusława Grabowskiego na temat nowego systemu emerytalnego. Jego główna teza jest taka, że oszczędności w OFE nie są oszczędnościami bo powstają kosztem dotacji budżetowej. A dodatkowo reforma nie jest realizowana zgodnie z zamierzeniami, gdyż politycy podejmowali inne decyzje niż w pierwotnych założeniach, więc reforma się nie powiodła. A jeśli się nie powiodła to można ją rozmontować, zawieszając, lub likwidując składkę do OFE.

Obawiam się takiej retoryki. Nie spodziewam się aby dzisiejsza klasa polityczna była zdolna do tak populistycznych decyzji jak ostatnio wprowadzone na Węgrzech. Rząd węgierski ogłosił, że przeniesie wszystkie oszczędności zgromadzone w OFE do węgierskiego odpowiednika ZUS. Obawiam się retoryki obecnej dyskusji, bo nie mam pewności, że za kilka lat w Polsce nie dojdą do władzy podobni jak na Węgrzech prawicowi populiści i będą chcieli zagarnąć prywatne oszczędności powołując się wypowiadane dziś argumenty. Słowa które dziś padają kształtują opinię publiczną i mogą służyć gorszej sprawie.

Największą zmianą wprowadzoną w 1999 rok była zmiana sposobu wyliczania przyszłych emerytur. Zamiast systemu gdzie państwo gwarantowało obywatelom poziom emerytury wprowadzono system w którym emerytura zależy od wpłaconych składek. W języku ekonomii przejście to nazywane jest zmianą systemu o zdefiniowanym świadczeniu na system o zdefiniowanej składki. To rozwiązanie miało zachęcić nas do dłuższej pracy, ale też i sprostać oczekiwaniom społecznym – twoja emerytura z twoich składek. Drugą ważną zmianą było zerwanie z monopolem państwa w zarządzaniu środkami emerytalnymi. Po to utworzono fundusze emerytalne, które miały stanowić swego rodzaje alternatywę dla ZUS. Alternatywę zasadniczą. 

Po pierwsze dlatego, że w OFE gromadzone są realne pieniądze, a w ZUS są one tylko rejestrowane na kontach. Co prawda ponad 60% środków trafia znów do skarbu państwa poprzez zakup obligacji, ale odbywa się to według reguł rynkowych i po cenie rynkowej. To, że 60% znów wraca do skarbu państwa wynika z oporu polityków przez zezwoleniem na inwestowanie zagranicą. Ale czy z powodu oporu polityków przed zezwoleniem na większą dywersyfikacją inwestycji przyszłych emerytur należy zawieszać składkę?

Po drugie zyski ubezpieczonych w OFE zależą od wyceny rynkowej instrumentów i skuteczności zarządzania. W ZUS konta waloryzowane są ustawowo. Czyli przez polityków. Jak znikną OFE, nikt nie będzie w stanie porówać tempa waloryzacji na kontach w ZUS. Co więcej, waloryzacja może być zmieniona w każdej chwili przez polityków, wyniki OFE nie. 

Po trzecie. Nie jest prawdą, że w OFE nie ma prawdziwych oszczędności, bo finansuje je budżet. Różnica pomiędzy OFE a kontami w ZUS dla obywatela jest realna. W OFE pieniądze są dziedziczone a w ZUS nie. Tam są prawdziwe oszczędności. 

Po czwarte, z OFE wiadomo ile dostaniemy. A z ZUS-u też wiemy, ale tylko pod warunkiem, że mamy zaufanie do państwa w długim okresie. Częste zmiany reguł gry, na które powołuje się Bogusław Grabowski, są raczej argumentem za tym aby państwu nie wierzyć. Bo przecież nowy układ parlamentarny może reguły gry zmienić. Dlatego bardziej wiarygodny jest partner prywatny. Oczywiście, on też może podlegać ingerencjom politycznym, ale znacznie trudniej jest to zrobić. Co widać na przykładzie dzisiejszej dyskusji. Środki z Funuduszu Rezerwy Demograficznej zniknęły za jednym pociągnięciem pióra. Z OFE wciąż trwa dyskusja. 

Po piąte, tak fundamentalna zmiana zasad działania systemu podważa zaufanie obywateli do rozwiązań instytucjonalnych. Jeśli jednym pociągnięciem pióra można podważyć jeden z fundamentów nowego systemu emerytalnego w Polsce, to w co można wierzyć? Zaufanie obywateli do instytucji państwowych jest trudno mierzalne. Ale stabilność i zaufania do państwa były jednymi z sukcesów Europy Zachodniej w budowaniu swego dobrobytu. Jeśli obywatel nie ma zaufania do państwa to zaczyna kombinować.

OFE są jednym z autorów sukcesu polskiego rynku kapitałowego. Są one bowiem stabilnym długoterminiowym inwestorem, który nagle z inwestycji się nie wycofa. OFE są uczestnikiem procesu prywatyzacyjnego, zwiększają płynność polskiej giełdy. I to m.in. dzięki OFE polski rynek kapitałowy stał się źrodłem pozyskiwania kapitału dla firm. Udało nam się zbudować najpoważniejszy rynek kapitałowy w tej części Europy właśnie dzięki tworzeniu instytucji które wypracowały ten sukces. OFE są jednym z filarów tego sukcesu. 

Pada argument, że na reformę emerytalną nie było stać. W połowie lat 90-ych były przeprowadzana szacunki wartości majątku państwowego który można będzie sprywatyzować i ukryty dług, który ujawni się po przekazaniu składki do OFE. Te wielkości się bilansowały. Ale znaczna część przychodów z prywatyzacji poszła na bieżące finansowanie deficytu, czyli została przejedzona. Czy dlatego dziś trzeba zawiesić składkę?

System emerytalny, w którym wpłacane na bieżąco składki są przeznaczane na wypłatę emerytur, zawsze będzie finansowany z bieżących składek i podatków. Jedynym sposobem bilansowania takiego systemu jest podwyższanie wieku emerytalnego. Bo im dłużej ludzie żyją tym dłużej trzeba będzie potrzebny do ich sfinansowania okres płacenia składek. Inaczej jest w systemie kapitałowym. Tam każdy z nas konsumuje własne oszczędności. Oczywiście poziom aktywności zawodowej wpływa na wzrost gospdoarczy a ten z kolei na wyniki inwestycyjne funduszy emerytalnych. Ale zależnośc ta jest już pośrednia, a nie bezpośrednia jak w przypadku systemu ZUS-owskiego.

Dzisiejsze problemy budżetowe nie wynikają z reformy emerytalnej, tylko z rozbudowanych wydatków państwa i nieodpowiedzialnej obniżki składki rentowej za rządów PiS. Dziś widać, że na tą obniżkę nie było nas stać, bez reform po stronie wydatków. Przypomnę, że obniżka składki rentowej spowodowała ubytek 20 miliardów złotych – czyli podobny rząd wielkości jak z tytułu transferów do OFE. Obniżka składki rentowej była bardzo przyjemna, dzięki temu płacimy wszyscy mniejsze składki, ale doprowadziła do nadmiernego deficytu. Deficyt powienień być obniżany poprzez obniżanie wydatków, podwyżka skaładki jest ostatecznością. Ale gorszym wariantem byłoby utrzymanie wysokiego deficytu. Dlatego też uważam, że znacznie bezpieczniejszym dzisiaj rozwiązaniem byłoby zamiast zmian w części dotyczącej OFE podwyższyć składkę rentową.

Zaufanie do państwa

Po tym co zrobili Węgrzy z oszczędnościami obywateli zgromadzonych w prywatnych funduszach emerytalnych zasadnym jest pytanie gdzie jest granica pomiędzy zmianą decyzji państwa a oszustwem. Na Węgrzech, które jako pierwsze w tej części Europy, wprowadziły obowiązkowe otwarte fundusze emerytalne państwo właśnie rozpoczęło przejmowanie oszczędności obywateli. I dzieje się to przy aprobacie obywateli. Przejęcie aktywów funduszy emerytalnych zmniejszy automatycznie wielki deficyt budżetowy i oznaczać może kres wyrzeczeń obywateli. Co więcej rząd obiecał, że dzięki tym zmianom będzie możliwe obniżenie podatków. Cała operacja ma też znamiona dobrowolności. To nie jest tak, że rząd zmusza obywateli do przeniesienia składek do węgierskiego ZUS-u. Rząd po prostu zdejmuje gwarancje w części prywatnej systemu jednocześnie oferując pełne gwarancje w państwowej części systemu. Wszystko odbywa się zgodnie z prawem, wprowadzono bowiem nowe reguły gry. Co więcej przy akceptacji społecznej. Pytanie jak głęboko może posuwać się ingerencja państwa w zmiany obowiązujących zasad.

Państwo może oszukiwać obywateli zgodnie z prawem. Do najbardziej skrajnych przypadków można zaliczyć np. nacjonalizację oszczędności obywateli. Do znanych z naszego podwórka z 1949 niepełną denominację, kiedy państwo nie wymienia wszystkich posiadanych przez obywateli środków na nowe, czy też najbardziej powszechną formę zabierania oszczędności obywatelom jaką jest wysoka inflacja. Im dany kraj chce być uważany za wiarygodny i stabilny tym bardziej musi się tego typu metod wystrzegać. Stabilne demokracje Europy Zachodniej unikały od II Wojny Światowej tego typu decyzji. Z kolei w krajach socjalistycznych tego typu działania były na porządku dziennym. Od dwudziestu lat kraje naszego regionu odbudowują zaufanie obywateli do instytucji wolnego rynku. Jedną z tych instytucji były wprowadzone na Węgrzech w 1996 otwarte prywatne fundusze emerytalne. O ile jeszcze zawieszenie składki emerytalnej uznano jako sposób przejściowego radzenia sobie z problemami budżetowymi o tyle wprowadzane ostatnio zmiany wywracają cały nowy system emerytalny do góry nogami. Pytanie jak daleka jest granica pomiędzy niepełną denominacją waluty a nacjonalizacją aktywów emerytalnych w świetle prawa. Gdzie przebiega ta cienka granica pomiędzy oszustwem a niespodziewaną zmianą warunków gry?

Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie. To co się dziś dzieje na Węgrzech byłoby nie do pomyślenia w Wielkiej Brytanii, czy we Francji, nie zaskoczyłoby natomiast w Rosji czy na Ukrainie. Mam wrażenie, że dzisiaj w Polsce też by nie przeszło, ze względu na odrzucenie skrajnych populistów w głosowaniu powszechnym. Ale to, że zarówno w Wielkiej Brytanii czy we Francji nie dokonuje się tak radykalnych zmian reguł gry, w czasie pokoju, wynika z tego, że społeczeństwa tych krajów przez pokolenia przyzwyczaiły się i oczekują stabilności reguł gry. Stabilność systemu gospodarczego i jego instytucji jest jednym z czynników sprzyjających powstawaniu dobrobytu. Stabilność i przewidywalność jutra są tymi elementami które sprzyjają oszczędzaniu, inwestowaniu, dłuższej perspektywie. Dlatego też kraje które przeszły okres niestabilności, jak np. Niemcy z hiperinflacją w latach 20-ych, po II Wojnie Światowej, stworzyły instytucje, które mają zapewnić, aby taka niestabilność już nigdy się nie powtórzyła. Stabilność i przewidywalność są wartością samą w sobie.

Reakcja rynku finansowego na decyzje rządu węgierskiego nie powinny być dla nikogo niespodzianką. Niestety to co się dzieje u naszych sąsiadów wpływa na postrzeganie naszego regionu. Obawa rynków finansowanych przełożyła się również na nas. O ile w Polsce nikomu nie przeszło dotychczas przez głowę aby znacjonalizować aktywa OFE, rynek finansowy obawia się, jak zwykle mocno upraszczając,  że w Polsce może się skończyć się podobnie jak na Węgrzech. To niestety wynika z tego, że nasz wizerunek wiarygodnego kraju budujemy dopiero przez ostatnie 20 lat. W międzyczasie pojawiali się w Polsce u władzy populiści, nie możemy dać gwarancji stabilności w następnych latach. To między innymi powinien być mocny argument za tym, żeby nie wprowadzać rewolucji w OFE.