Po co są limity długu

Jeśli dobrze pójdzie to w przyszłym roku omskniemy się tuż pod granicą 55% długu do PKB. W kolejnych dwóch latach podobnie. Takie są przynajmniej ostatnie prognozy rządu. W tym scenariuszu nie ma miejsca na żadne nagłe, niespodziewane zjawiska. Czyli najbliższe trzy lata to balansowanie na linie, przy założeniu, że sytuacja gospodarcza na świecie będzie się powoli poprawiać. Jeśliby jednak nagle, np. w grudniu nastąpiłoby gwałtowne załamanie światowych indeksów, to choćby poprzez kurs walutowy dług może przekroczyć magiczną granicę 55%. Dla przypomnienia w takim przypadku budżet na rok po ogłoszeniu tego wyniku musi być zbilansowany. Gdyby więc tak się stało w roku 2010, to budżet na rok 2012 musiałby zredukować potrzeby państwa o 60-80 miliardów złotych. Taka redukcja w ciągu jednego roku byłaby bardzo bolesna, przede wszystkim dla tych którzy taką operację musieliby przeprowadzić. To byłoby swego rodzaju polityczne samobójstwo.

Można więc zadać sobie pytanie (a ostatnio pytanie te coraz częściej padają) po co wprowadzać tak sztywne progi do ustawy o finansach publicznych, gdy cały świat w wyniku kryzysu zwiększa swoje zadłużenie. Padają wręcz głosy, że jest to rozwiązanie antycykliczne, gdyż w okresie tak głębokiego kryzysu państwo musi mieć możliwość wzrostu zadłużenia, na jakiś czas. Po co wprowadzać tak rygorystyczne progi, które de facto grożą wstrzymaniem niektórych funkcji państwa.

No cóż. Odpowiedź tak naprawdę jest taka, że gdyby nie te progi konstytucyjne w Polsce prawdopodobnie dług publiczny, a tym samym podatki dziś byłyby większe. Tak naprawdę jest to jedyna skuteczna reguła fiskalna jaką udało nam się stworzyć w latach transformacji. Jest lepsza i bardziej skuteczna i bardziej przestrzegana niż kryterium fiskalne z Maastricht. W przeszłości w polskich rządach zdarzały się osoby czy wręcz całe ugrupowania które nie widziały większych problemów z tym, aby dług publiczny rósł do rozmiarów zagrażających dynamice wzrostu gospodarczego w przyszłości.

Tak naprawdę te limity długu wpisane do ustawy o finansach publicznych oznaczają, że rządy powinny utrzymywać dług publiczny na poziomie poniżej 40% PKB, po to aby w sytuacjach nagłego spowolnienia gospodarczego móc przejściowo zwiększyć dług. Do poziomu poniżej 50% PKB. Przekroczenie 50% PKB oznacza, że nastąpiła utrata kontroli nad finansami publicznymi. Tak właśnie dzieje się teraz, choć główną winę ponoszą ci, którzy w okresie dobrej koniunktury nie zmniejszyli długu poniżej 40% PKB. Aby polski dług zmniejszać, w latach w których wzrost gospodarczy jest bliski potencjału, budżet powinien być zbilansowany. W latach w których tempo wzrostu gospodarczego jest wyższe niż potencjał gospodarki powinna pojawić się nadwyżka budżetowa. I analogicznie w okresie spowolnienia (np. takiego jak obecnie), może pojawić się deficyt budżetowy. Progi ostrażnościowe w sposób bardzo prosty i niewysublimowany wymuszają na nas mimum dyscypliny budżetowej. Obawiam się, że bez takich zapisów prędzej czy później mogłoby się skończyć u nas tak jak na Węgrzech …

Rozumiejąc logikę tych argumentacji.