Nie kupiujmy mechanicznie wszystkiego co zachodnie

W wielu przypadkach procesy gospodarcze występujące w krajach Europie Zachodniej z opóźnieniem występują również u nas. Ale to nie oznacza wcale, że powinniśmy kopiować wszelkie rozwiązania, które wprowadzane są obecnie w różnych krajach Zachodu. Chodzi mi przede wszystkim o olbrzymie wzrosty wydatków  jak również skalę obniżek stóp procentowych.

Sektor bankowy potrzebuje jednej strategii

Trudno się nie zgodzić z głównymi elementami diagnozy przedstawionej przez dwóch prezesów banków komercyjnych: Jerzego Pruskiego z PKO BP i Jana Krzysztofa Bieleckiego z Pekao . Wskazują oni na ryzyko istotnego zmniejszenia akcji kredytowej, co będzie miało negatywny wpływ na tempo wzrostu gospodarczego w Polsce.

Po stronie podaży kredytów historia gospodarcza pokazuje, że zachowania banków w okresie prosperity i spowolnienia gospodarczego są procykliczne. Znaczy to, że w okresie wzrostu gospodarczego banki są skłonne rozluźniać kryteria przyznawania kredytów, a tym samym poprzez akcję kredytową napędzać rozwój (co często sprzyja tworzeniu bąbli na rynku aktywów). Z kolei jeśli w okresie spowolnienia banki wprowadzają rygorystyczne kryteria przydzielania kredytów, to wzrost ten wyhamowują. Związane jest to z zależnością, że w okresie spowolnienia banki muszą uwzględniać wzrost ryzyka, muszą też tworzyć rezerwy na złe kredyty i oferować swoje usługi bardziej pewnym klientom. Tak więc w sposób naturalny skalę finansowania gospodarki będzie ograniczać nie tylko problem bazy depozytowej, ale także zwyczajna procykliczność polityki bankowej.

Dlatego też kluczową kwestią powinno być podejmowanie działań ograniczających procykliczność polityki bankowej. Po pierwsze nie szkodzić – czyli nie potęgować procykliczności! Z tego punktu widzenia ze strony nadzoru raczej należałoby oczekiwać swego rodzaju rozluźniania reguł ostrożnościowych, a nie ich zaostrzania. W ramach proponowanej przez Komisję Nadzoru Finansowego tzw. rekomendacji T przewiduje się między innymi, aby przy udzielaniu kredytów konsumenckich każdorazowo badać zdolność pożyczkową klienta. Taki wymóg, bardzo kosztowny i trudny do realizacji, może skutecznie ograniczyć akcję kredytową, a w konsekwencji konsumencką w ogóle. Nie jestem zwolennikiem zmuszania banków do utrzymania określonego poziomu akcji kredytowej, natomiast opowiadałbym się za przejściowymi zachętami ekonomicznymi promującymi akcję kredytową, penalizującymi jednocześnie utrzymywanie gotówki na rachunkach w NBP. Po trzecie olbrzymią rolę do odegrania ma bank centralny, który obecnie skutecznie zasila sektor finansowy tzw. krótkim kredytem, podczas gdy bankom brakuje pieniędzy na dłuższe terminy. NBP powinien oferować repo sześciomiesięczne, po to by ograniczyć ryzyko banków do rolowania co miesiąc (czy co tydzień) papierów i tym samym zachęcić do udzielania pożyczek na dłuższe terminy, co jest podstawą obrotu gospodarczego.

NBP może też w wyjątkowych wypadkach (a z takim właśnie mamy do czynienia) przejąć część zadań banku komercyjnego. Bank Gospodarstwa Krajowego mógłby podobnie jak Fed skupować obligacje korporacyjne przedsiębiorstw. Natomiast, aby odblokować rynek hurtowy, bank centralny powinien stworzyć coś na kształt Izby Rozrachunkowej, przez którą banki mogłyby sobie pożyczać środki na dłuższe okresy. Rolą państwa w okresach kryzysu jest tworzenie rozwiązań, które są swego rodzaju protezą rynku. Państwo musi podejmować skuteczne działania, aby ten rynek funkcjonował.

Poziom depozytów w danej gospodarce jest pochodną oszczędności, jak również zachęt finansowych promujących tę formę oszczędzania nad innymi. W 2009 roku co prawda istotnie zwolni dynamika płac, ale z drugiej strony obserwowane już wyhamowanie popytu konsumpcyjnego po stronie gospodarstw domowych będzie sprzyjać wzrostowi oszczędności. Podobnie będzie w przypadku przedsiębiorstw, które drastycznie ograniczają popyt inwestycyjny. Dodatkowym czynnikiem wspomagającym oszczędności jest obniżka podatków PIT. W czasie spowolnienia, które na tym etapie ma charakter zarówno realny, jak i po części psychologiczny (w myśl zasady: nie wiem, co będzie, więc wstrzymuję się z inwestycjami i zakupami), można oczekiwać w krótkim okresie wzrostu oszczędności kosztem konsumpcji. Nie byłbym więc aż tak pesymistyczny jak autorzy w zakresie szacunków przyrostu bazy depozytowej w 2009 roku. Problem oczywiście nadal pozostaje, gdyż trudno będzie w okresie, gdy gospodarka zwalnia, odtworzyć taki przyrost depozytów, jaki miał miejsce w zeszłym roku (co było dodatkowo wspierane odpływem środków finansowych z rynku akcji).

Nie należy zupełnie spisywać na straty finansowania zewnętrznego. Tak długo, jak trwa proces delewarowania, trudno będzie o pieniądz hurtowy z zagranicy. Jednak w średnim okresie należy pamiętać, że w 2009 r. też trzeba będzie zarabiać pieniądze. Po okresie paniki i delewarowania światowa gospodarka przejdzie w stan funkcjonowania na wolniejszych obrotach, jak to zwykle bywało w okresach spowolnienia.

Nie można jednak zupełnie wykluczyć także czarnego scenariusza, według którego rynek bankowy nie będzie działał przez cały rok. Ale biorąc pod uwagę skalę i rodzaj operacji dokonywanych na rynku pieniężnym przez największe banki centralne świata, pozostaję umiarkowanym optymistą. W 2009 r. będzie można pożyczać pieniądz na zagranicznym rynku międzybankowym. Oczywiście będzie on droższy niż rok temu, ale taka jest natura recesji. Naszym zadaniem jest prowadzenie przez rząd i NBP wiarygodnej polityki makroekonomicznej, tak aby polskim podmiotom chciano pożyczać pieniądze, by ryzyko kraju nie wzrosło. Innymi słowy musimy cały czas dbać o wiarygodność Polski, nie zapominając, że w okresie kryzysu bardzo łatwo ją stracić.

W zakresie finansowania zewnętrznego niezbędne jest maksymalne wykorzystanie pieniędzy unijnych, a także kredytów inwestycyjnych oferowanych przez takie instytucje jak m.in. Europejski Bank Inwestycyjny. Polska energetyka wymaga wielkich inwestycji, więc w okresie posuchy na rynku kredytowym aż się prosi wykorzystać środki pochodzące od międzynarodowych instytucji finansowych. Daje to dostęp do pieniądza zewnętrznego, jak również pozwala na inwestycje konieczne ze względu na rosnące potrzeby energetyczne kraju. Również Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju można wykorzystać do finansowania niektórych projektów inwestycyjnych oraz jako instytucję wspierającą prywatyzację w Polsce. Potrzeby pożyczkowe Skarbu Państwa będą tak duże, że mimo nie najlepszej sytuacji na rynku finansowym niezbędne stanie się realizowanie projektów prywatyzacyjnych. (Przy okazji widać teraz jak na dłoni, że najlepsze dla prywatyzacji lata 2006 – 2007 zostały stracone).

Nie twierdzę, że dzięki tym działaniom będziemy w stanie uniknąć kryzysu. Natomiast będziemy mogli zminimalizować jego negatywne skutki. Obecnie gospodarka szybko hamuje i nikt tak naprawdę nie wie, gdzie jest dno. Chodzi jednak o to, aby brak działań nie doprowadził do procyklicznych zachowań poszczególnych podmiotów gospodarczych. W efekcie spowolnienie mogłoby być większe, niż wynikałoby to tylko z czynników zewnętrznych.