Czarny scenariusz

 Jak na razie realizuje czarny scenariusz kryzysu. Większość publikowanych danych jest rekordowo zła i chcąc czy nie chcąc najwięcej porównań odnosi się do Wielkiego Kryzysu lat 30-ych. Szczególnie znaczące były ostatnie dane z rynku amerykańskiego, gdzie w jednym miesiącu listopadzie gospodarka amerykańska straciła pół miliona miejsc pracy, a w ciągu ostatnich 6 miesięcy ponad 1.55 miliona. Nie chodzi o to aby straszyć, ale zwrócić uwagę na fakt, że przebieg kryzysu jest najgłębszy od 80 lat i jak na razie realizuje się czarny scenariusz rozwoju wypadków. Jest to silny argument aby przygotować się na czarny scenariusz w Polsce.

Najgorsze dopiero przed nami. W Polsce mamy to szczęście, że kryzys w gospodarce realnej dotrze do nas jako do ostatnich. Kryzys został wywołany w USA, potem uderzył w starą Europę, teraz uderzy w nas. W Polsce wciąż jeszcze żyjemy w starych przedkryzysowych czasach, gdzie utrzymująca się wciąż wysoka dynamika konsumpcji utrzymuje wielu z nas w przekonaniu, że wszystko jest po staremu. Wielu Polaków, ale niestety też i polityków sądzi, że obecny kryzys ma charketer wirtualny i dotyczy wyłącznie tak dalekich od nich spraw jak giełda i rynek walutowy. Tak oczywiście nie jest, szczególnie kryzys na rynku pożyczek międzybankowych może mieć najsilniejszy negatywny wpływ na polską gospodarkę. A gospodarka reaguje z opóźnieniem. Przyszły rok dopiero pokaże nam prawdziwe oblicze kryzysu. Nie należy się jednak spodziewać nagłego krachu, podobnego do załamania kursów na giełdzie. Gospodarka będzie reagowała stopniowo. Już widzimy głębokie spowolnienie w produkcji przemysłowej, wyhamowują ostro inwestycje, eksport. Za chwilę przełoży się to wszystko na rynek pracy, a wzrost bezrobocia ograniczy konsumpcję ludności. To jak głębokie będzie spowolnienie gospodarcze zależy od tego jak silnie wyhamuje konsumpcja, a to z kolei zależy od skali w jakiej zostanie zredukowana dynamika inwestycji.

Najgorsze przed nami

W zachowaniach konsumpcyjnych Polaków wciąż nie widać kryzysu.yle="mso-spacerun: yes">  Spada bezrobocie, a nasze płace w porównaniu z zeszłym rokiem są wyższe o 10%. Firmy jeszcze nie zwalniają. Szykuje się kolejny rekord zakupów świątecznych. W tym samym czasie w USA czy starej Europie konsumuje się mniej niż rok temu.

Pamiętajmy o tym, że gospodarka reaguje z opóźnieniem. Tą prawidłowość odczujemy wszyscy prawodpodobnie już w pierwszym kwartale przyszłego roku. Obserowowane obecnie mocne wyhamowanie gospodarek europejskich, znaczne ograniczenie akcji kredytowej banków i zwiększenie kosztów kredytu oraz wstrzymanie przez wiele przedsiębiorstw decyzji inwestycyjnych – to wszystko będzie niedługo widoczne w polskiej gospodarce. Skala spowolnienia będzie głębsza niż wynikałoby z samoistnego spowolnienia naszej gospodarki. Kurczenie się gospodarek europejskich oznacza, że zwolni polski eksport.

Już teraz widzimy efekty tego spowolnienia, ale wciąż jednak w wielu przypadkach obowiązują terminowe kontrakty, których nie zrywa się z dnia na dzień. Za kilka miesięcy efekt ten będzie w pełni widoczny. Podobna sytuacja ma miejscach w przedsiębiorstwach, które wciąż realizują wcześniej podjęte inwestycje, ale wstrzymują się z podejmowniem nowego ryzyka. Już w trzecim kwartale widoczne było wyhamowanie inwestycji, gorzej będzie w kwartale czwartym.Oprócz czynnika niepewności doszedł inny bardzo znaczący efekt, a mianowicie silne ograniczenie oferty kredytowej banków jak również znaczny wzrost marż. Widoczne jest to zarówno w przypadku klientów indywidualnych, gdzie np. uzyskanie kredytu hipotecznego wiąże się już dziś z wyższą o conajmniej 200 punktów bazowych marżą i wkładem własnym na poziomie conajmniej 20%. Warunki te znacznie ograniczą liczbę kupujących. Ale również liczba budowanych mieszkań znacznie zmaleje, nie tylko ze względu na ograniczenia popytowe ale również na mniejszą chęć finansowania przez banków deweloperów. Podobnie, choć nie w takiej skali, dotyczy to innych przedsiębiorców. Znaczne wyhamownaie inwestycji, gorsze perspektywy eksportowe – to wszystko przełoży się na rynek pracy. Już na początku przyszłego roku można oczekiwać po raz pierwszy od kilku lat wzrostu bezrobocia. Będą to zarówno zwolnienia w międzynarodowych koncernach, które w sytaucji mniejszego popytu w Europie będą redukować produkcję jak i zatrudnienie. Wstrzymanie się z nowym projektami inwestycyjnymi oznaczać będzie, że nowe miejsca pracy nie powstaną tam gdzie miały powstać. Co więcej wstrzymanie niektórych inwestycji oznaczać będzie utratę pracy przez tych którzy prace te dotychczas wykonywali. To jak bardzo wzrośnie bezrobocie będzie kluczowe dla tempa przyszłorocznego rozwoju polskiej gospodarki. Obecnie głównym silnikiem napędowym jest konsumpcja prywatna oparta na pracy i wynagrodzeniach. Przy wzroście bezrobocia naturalną konsekwencją będzie wolniejszy wzrost płac co w sumie zaskutkuje wolniejszą dynamiką konsumpcji. Wszystko na to wskazuje, że będziemy to obserwować już w kwartale pierwszym przyszłego roku, kiedy to dynamika wzrostu może być najniższa od kilku lat i ukształtować się poniżej 2% r/r. W przyszłym roku spodziewałbym się w wyniku tych wszystkich negatywnych czynników wzrostu bezrobocia do ok 11-12%. Trzeba mieć już dziś świadomość tego, że najgorsze dopiero przed nami.