Działać trzeba szybko

 Na co dzień nikt z nas nie zastanawia się nad tym w jaki sposób oddycha. Tak samo jest z systemem bankowym – nikt na co dzień nie zastanawia się jak to się dzieje, że każdego dnia można pobrać pieniądze z rachunku, dostać kredyt, dokonać przelewu. Nie myślimy nad tym jak to jest, że pod koniec miesiąca pracownik otrzymuje swe wynagrodzenie na konto, a ZUS wypłaca w określonych terminach emerytury i renty. Mało kto interesuje się tym, że codziennie na polskim rynku międzybankowym zawierane są wielomiliardowe transakcje, gdzie jeden bank od drugiego pożyczają pieniądze na jedną noc, na tydzień, na miesiąc.

Jednocześnie polskie banki pożyczają i lokują codziennie w innych bankach zagranicą euro dolary i franki. Transakcje te zawierane są co chwilę, gdyż w każdym momencie w jednym banku brakuje gotówki a w drugim jest jej nadmiar. To co dla jednej strony jest pożyczką dla drugiej jest lokatą. Stawki po których banki pożyczają między sobą pieniądze są uzależnione od wysokości stóp procentowych ustalanych przez banki centralne: w Polsce przez Radę Polityki Pieniężnej, w strefie euro przez Europejski Bank Centralny, a w USA przez FED. Same stawki po których udzielane są pożyczki między bankami są stawkami rynkowymi, czyli takimi które biorą pod uwagę poziom stóp procentowych w przyszłości: za miesiąc, za trzy miesiące, za sześć miesięcy, za rok. Uwzględniają one również premię za ryzyko.

Tak mniej więcej wyglądał świat finansowy przed 15. września – czyli przed upadkiem Lehman Brothers. Przed 15. września wydawało się, że rządy państw nie powinny ratować wszystkich banków, szczególnie tych które znalazły się w tarapatach w wyniku swoich nieodpowiedzialnych zachowań. Dziś wiadomo, ze doprowadzenie do upadku banku Lehman Brothers było błędem. W momencie podejmowania decyzji mało kto spodziewał się takich perturbacji na rynkach finansowych z jakimi mamy do dzisiaj do czynienia.

Upadek Lehman Brothers uzmysłowił inwestorom groźną prawdę, że może upaść każdy. W przeszłości bank ten był uważany za bardziej wiarygodny od wielu państw na świecie. Nie było na międzynarodowych rynkach finansowych gracza, któryby nie dokonywał transakcji z Lehman’em. Problemy kolejnych banków, tym razem w Europie (m.in Hypo Real w Niemczech, czy Fortis w Belgii) pokazały jak mało wiemy o tym kto ma jakie inwestycje w swoich portfelach, który z banków czy innych instytucji finansowych poniesie straty z tytułu upadku Lehman Brothers. A straty mogły być rozmaite: od gwarancji czy ubezpieczenia kredytów mieszkaniowych po proste transakcje z samym bankiem. Od momentu upadku Lehman’a na banki na całym świecie padł strach, że pożyczone dzisiaj pieniądze komuś kto był zawsze wypłacalny wcale nie muszą być jutro zwrócone. Dlatego też stawki za pożyczki na jedną noc po upadku Lehman’a wzrosły w USA z 2% do 7%, a na dłuższe terminy banki nie są skłonne w ogóle sobie udzielać pożyczek. Wirus niepewności dotarł również po czasie nad Wisłę. I choć nasz system jest zdrowy a banki naprawdę surowo i dobrze kontrolowane, to z dnia na dzień nasze banki „na wszelki wypadek” też straciły do siebie zaufanie. Od kilku tygodni nie działa w Polsce rynek bankowy na dłuższe niż kilkudniowe terminy. Sytuację ratuje NBP pożyczając i odpożyczając od banków pieniądze, których ta mają w nadmiarze. De facto NBP działa tutaj w roli pośrednika między bankami. Transakcje te są dokonywane na krótki okres. Banki nie pożyczają sobie pieniędzy na okresy miesięczne, nie mogą też pożyczyć na dłuższe terminy od banków zachodnich euro, dolarów ani franków szwajcarskich, bo tamci też nikomu nie chcą pożyczać, tym bardziej bankom spoza strefy euro. A waluty te są potrzebne, gdyż aby finansować kredyt we frankach czy w euro polski bank dotychczas pożyczał walutę w bankach europejskich z obietnicą oddania jej za jakiś czas. Jedni pożyczali na dłużej (większość) inni na krócej. A teraz przychodzi czas spłaty i zaciągnięte pożyczki trzeba oddać. Szkopuł w tym, że jak nikt nikomu nie chce pożyczać pieniędzy to nie ma skąd pożyczyć franków czy euro. Stąd tak ważne jest to aby w NBP można było pożyczać te waluty. Z walutami obcymi sprawa wydaje się prostsza – pożyczą im nam zachodnie banki centralne, gorzej wygląda kwestia braku transakcji między bankami w Polsce. Jeśli nadal banki nie będą sobie pożyczały pieniędzy a każdy bank będzie wolał trzymać pieniądze na lokacie w NBP niż pożyczać je przedsiębiorstwom, to wyhamowanie inwestycji w Polsce może być tak głębokie, że doprowadzi to do silnego wyhamowania wzrostu gospodarczego (nawet do 3% w roku przyszłym) i wzrostu bezrobocia znacznie powyżej 11-12%.

Tak wcale nie musi być. W sytuacji tak nietypowej potrzebne są szybkie działania państwa. Po to właśnie pakiet zaufania zaproponowany przez NBP i propozycje gwarancji rządowych dla transakcji bankowych. Problem w tym, że pakiet zaufania NBP za bardzo nie działa, a gwarancje dla transakcji międzybankowych mogą nie być wykorzystywane. NBP oferuje na razie euro i dolary, niedługo będzie też oferował franki szwajcarskie. yle="mso-spacerun: yes"> Jednak bank który chce kupić te waluty musi złożyć w NBP depozyt oprocentowany znacznie niżej niż oprocentowanie kredytu w walucie obcej. Innymi słowy bank na takiej transakcji traci 1,5 punktu procentowego, co powoduje, że tylko w desperacji będą chętni z pomocy
takiej skorzystać. Dlatego też banki wciąż przechowują gotówkę na depozytach w NBP czekając jak pojawi się pewnego dnia oferta z banku europejskiego na wymianę walut po stawach rynkowych, czyli lepszych niż oferowane przez NBP. Nie jest to bezpieczne z punktu widzenia zarządzania ryzykiem banku z tego powodu, że zamiast zawierać długoterminowe transakcje zabezpieczające ryzyka rynkowe na dłuższy okres, część banków czeka z
zamknięciem pozycji do samego końca, do ostatniego dnia, kiedy będzie musiał zwrócić środki, ryzykując, że ich jednak ostatecznie nie pozyska i wpadnie w kłopoty.

Z kolei zaproponowane gwarancje rządowe dla transakcji międzybankowych mogą się okazać o tyle nieskuteczne, że banki  w dobie kryzysu oczekują raczej gwarancji transakcji, czyli tego aby pożyczka np. 3 miesięczna z banku X do banku Y została po tych trzech miesiącach zwrócona. Proponowane przez rząd rozwiązania ubezpieczenia 50% transakcji poprzez
zabezpieczenie emisji obligacji, której cena jest nieznana, może nie zadziałać, ponieważ cena oferowanej gwarancji może przewyższać jej potencjalnie oczekiwany efekt Chodzi bowiem o to aby nie było tak, że bank który zwróci się do tego typu zabezpieczenia będzie uważany za desperata, który jest w opałach. Bo wtedy naprawdę może być desperatem. Rolą rządu i NBP jest stworzenie protezy rynku (jak to mam miejsce w rozwiniętych systemach finansowych), a nie oferowanie pomocy jako ostatnia instancja. No z takiej pomocy każdy będzie bał się skorzystać. Zbyt mocno siedzi w głowach bankierów przykład angielskiego banku Northen Rock, gdzie informacja o tym, że stara się on o pomoc rządu doprowadziła do powstania kolejek pod okienkami banku i w końcu zmusiło państwo do jego przejęcia…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.